Świąteczny manicure, czyli Let it snow!


Przygotowania do Świąt nabierają tempa. Pierniczki upieczone, śledzie zamoczone, stroiki zrobione czas zadbać również o siebie. Rok temu podczas Świąt na moich paznokciach gościła czerwień i złoto. Tym razem jednak miałam ochotę na coś zupełnie innego. Może mniej świątecznego, a bardziej zimowego. 



Białe paznokcie miałam chyba ostatnio w wieku lat pięciu, a do ich wykonania używałam wtedy białego korektora w pędzelku. Zabawa była przednia, tylko manicure był strasznie nietrwały, ponieważ się kruszył. Już nie mówiąc o tym, że pomalowane były całe palce, a czasem nawet stół :D


Biały lakier do paznokci posiadam co prawda długo, ale używałam go tylko do malowania końcówek przy french'u. Użyłam lakieru z Inglota nr 38. Niby dobrze kryje, ale jest gęsty i wąskim pędzelkiem ciężko go równomiernie rozprowadzić po płytce. Niestety nawet po nałożeniu 2 warstw widać prześwity. Nie mówiąc już o tym, że strasznie długo schnie. Do french'a go lubię, ale na całą płytkę się nie sprawdził i ogólnie nie polecam.


Zdobienie wykonałam topperem z essence nr11 disco disco. Nie wiem czy jest on jeszcze dostępny ponieważ kupiłam go w zeszłym roku we wrześniu, ale można go spokojnie zastąpić jakimkolwiek srebrnym brokatem. Wcześniej zestawiałam go z kolorem cielistym oraz czerwonym. Jednak w zestawieniu z białym podoba mi się chyba najbardziej. Najpierw nałożyłam go od połowy paznokcia ku górze, a później jeszcze na samych końcach drugą warstwę, aby zagęszczenie drobinek było większe. 


Ponieważ nie chciało to wszystko za szybko schnąć to po 2 warstwach białego oraz po 2 warstwach brokatu ratowałam się essie good to go, wada? wyszło to wszystko strasznie grube i paznokcie wyglądają na sztuczne.