Żel pod prysznic, Bourjois Tease me!


Pod prysznicem przede wszystkim chodzi o to aby się umyć. Jednak my kobiety lubimy mieć przy tym dodatkowe doznania np. zapachowe. To taka chwila tylko dla nas w ciągu dnia.


Podczas moich zeszłorocznych wyjazdów zagranicznych prowadziłam drobne polowanie na kosmetyki niedostępne w Polsce. Tym sposobem przywiozłam z Londynu masło do ciała i peeling marki Soap&Glory (oraz kolorówkę Sleek o której już niedługo napiszę na blogu). Z Norymbergi przywiozłam peeling do ust marki LUSH, który obecnie jest w fazie testów. Natomiast w Dreźnie wpadłam do drogerii dm i oprócz lakierów p2 nabyłam również żel pod prysznic Balea.

Gdy w Dubrowniku wbiegłam do drogerii dm w planach miałam porwanie kilku butelek żeli i mydeł Balea i szybki sprint do kasy, ponieważ na całe zakupy miałam bardzo mało czasu. Na szczęście tamtejszy dm okazał się niezbyt duży, wiec przebiegłam go wzdłuż i w szerz bardzo szybko. Niestety nic z Balei nie wpadło mi w oko, zwłaszcza, że był mały wybór. Moją uwagę przykuły natomiast żele pod prysznic Bourjois.

Po pierwsze szok, bo nie spodziewałam się zupełnie, że mają takie produkty w ofercie. Nigdzie wcześniej ich nie widziałam. Zauroczyły mnie zarówno opakowania jak i zapachy. Choć nie wszystkim mogą się spodobać, bo są bardzo intensywne. Wybrałam dwie różne butelki, jedną z nich jest Tease me! który zawiera wyciąg z imbiru. Żel ma równie fioletowy kolor co butelka. Nie pieni się zbyt mocno, ale ma ciężki, wieczorowy, mocny zapach. Podobny nieco do perfum Thierry Mugler Alien. Aby prysznic był przyjemny, a nie kończył się uduszeniem od nadmiaru zapachu, używam tego żelu w bardzo małych ilościach. Zdecydowanie jest to produkt warty uwagi i przetestowania. Nie jest również zbyt drogi, kosztuje tyle co inne żele konkurencyjnych firm. Ja po przeliczeniu zapłaciła za niego chyba mniej niż 15zł.

Jeśli chodzi o opakowanie to jest to standardowa butelka Bourjois, identyczna jak w płynach micelarnych i tonikach, czyli jednym słowem, z irytującym zamykaniem. Jest to coś co bardzo mnie wkurza w tych produktach, bo ciężko je otworzyć i zawsze boję się o moje paznokcie lub o to że urwę to zamykanie. Moje obawy nie są bezzasadne, ponieważ nie dalej jak 2 dni temu opisywany w tym poście żel podczas prysznica wyleciał mi z ręki, a że butelka była otwarta to ta durna klapka się odłamała.


Zaciekawił mnie jednak fakt, że żel, który kupiłam w Chorwacji ma z tyłu polską etykietę, a ja go u nas nigdy nie widziałam. Jeśli widziałyście je gdzieś w sklepach napiszcie. Ja ostatnio w Rossmannie podczas zakupu płynu micelarnego Bourjois zobaczyłam, że za nim na regale schowane są właśnie żele z tej serii, ale o jakimś innym zapachu. Stały tam chyba trzy zielone butelki, ale zupełnie nie wiem, czy można je kupić, bo nie było przy nich żadnej ceny. W każdym razie jest nadzieja.