peeling do ust z LUSH

 
Podróże to świetny sposób na spędzenie wolnego czasu. Możemy poznać wtedy inną kulturę i zwiedzić ciekawe miejsca. Podróże pozwalają również zaopatrzyć naszą kosmetyczkę w produkty niedostępne w Polsce.


Z moich wyjazdów zagranicznych bardzo lubię przywozić sobie pamiątki w postaci kosmetyków. W grudniu w Norymberdze zupełnym przypadkiem trafiłam do LUSH'a. Niestety tłok był tam straszny, a ja oszołomiona ilością produktów oraz strasznym ściskiem porwałam tylko peeling do ust i uciekłam. Myślę, że wyszło to z korzyścią dla mojego portfela ponieważ ceny w tym sklepie są straszne.

Niemniej jednak nad peelingiem do ust zastanawiałam się już od dłuższego czasu. Wiedziałam, że to produkt dla mnie, ponieważ zazwyczaj mam bardzo spierzchnięte usta i dużo suchych skórek. Zimą oraz po użyciu matowych pomadek ten problem jeszcze się nasila. Kiedyś próbowałam z tym walczyć przy pomocy szczoteczki do zębów, jednak okazała się ona za słaba.

Przez pewien czas zastanawiałam się nad zamówieniem takiego peelingu z Pat&Rub, jednak zawsze było coś ważniejszego do zrobienia. Dlatego gdy weszłam do LUSH'a szybko przebiegłam sklep w poszukiwaniu peelingu do ust, wiedziałam, że musi być mój. Gdy znalazłam właściwy regał miałam tylko duży problem, który peeling wybrać. Jeden kusił, drugi nęcił. Był tradycyjny o zapachu gumy balonowej, jakiś miętowy i coś jeszcze. Ja natomiast zdecydowałam się na peeling Santa's o smaku coli.

Mój peeling jest czerwony i po użyciu delikatnie zabarwia usta. Oprócz cukru zatopione są w nim małe serduszka, które dodają mu uroku, choć sprawiają, że wygląda on bardziej na produkt walentynkowy niż mikołajowy. Jeśli chodzi o właściwości ścierające peelingu to są one w sam raz. Usta po jego użyciu są wygładzone, ale nie są podrażnione.  Ja resztki peelingu zmywam z ust wodą, ale jest on oczywiście jadalny i dużo osób go zlizuje.

Peeling do ust jak wszystkie produkty LUSH nie należy do tanich. Taki mały słoiczek kosztuje niecałe 10 euro. Jednak uważam, że jest on bardzo wydajny. Używam go od ponad miesiąca a zużycie jest minimalne.

Oczywiście niektórzy, pewnie słusznie, twierdzą, że tego typu produkt można zastąpić domowej produkcji peelingiem z cukru i miodu. Jednak po pierwsze zarówno cukier jak i miód również trzeba kupić, a miód tani nie jest. A po drugie ja jestem strasznym leniem oraz wiecznie mam mało czasu dlatego wolę używać gotowych kosmetyków niż bawić się w ich przygotowywanie.