żel do golenia Gillette Satin Care z nutką Olay

 
Żel lub pianka do golenia to dla wielu dziewczyn zbędny produkt, bo zastępują go mydłem lub kiepską odżywką do włosów. Ja jednak bardzo lubię pianki, ponieważ w przeciwieństwie do "zamienników" pozostawiają skórę gładką i nawilżoną, o ile pianka jest dobra.


No właśnie, ale co to znaczy dobra pianka? Przede wszystkim nie może uczulać, a to niestety czasem się zdarza mocno perfumowanym, tanim piankom. Dlatego po kilku nieudanych eksperymentach i próbie zaoszczędzenia na piance teraz kupuję głównie żele marki Gillette Satin Care. Kosztują one ok. 20 zł, ale są bardzo wydajne. W opakowaniu znajduje się żel, który po chwili zmienia się w piankę. Ponieważ maszynek używam na zmianę z depilatorem to jedno opakowanie żelu wystarcza mi na ok. 6 miesięcy.

Najbardziej lubię wersję Sensitive z aloesem, ale kwiatowa wersja żelu Gillette też była całkiem przyjemna. Na początku lata w tym roku natknęłam się na jakąś promocję złotej wersji tworzonej przez Gillette we współpracy z Olay. Ponieważ była ona rok temu szeroko chwalona w internecie postanowiłam się skusić.

Niestety spotkało mnie drobne rozczarowanie, bo oprócz złotego opakowania nie ma w tym żelu nic szczególnego. Ma lekko kwiatowy zapach. Natomiast jeśli chodzi o właściwości nawilżające skórę to spisuje się gorzej niż inne wersje żeli Gillette, co bardzo dziwi, bo założenie było chyba dokładnie odwrotne. Powiedziałabym nawet, że uczucie na skórze mam podobne jak po użyciu mydła zamiast pianki. Na szczęście ten żel mnie nie uczulił i nie wywołał żadnych podrażnień, dlatego mogę go spokojnie zużyć do końca, ale ponownie już go nie kupię. Jeśli chodzi o wydajność niczym nie różni się od innych żeli Gillette, czyli szybko się z nim nie rozstanę, co w tym przypadku akurat mnie trochę martwi.