Balsam do ust L'biotica


W marcu podczas spotkania kobiet podróżujących Trampki wygrałam zestaw kosmetyków. Znalazł się w nim m.in. regenerujący balsam do ust firmy L'biotica. Długo czekał na swoją kolej, ponieważ miałam inne produkty do ust.  Jednak ponad miesiąc temu się doczekał i rozpoczęło się testowanie.




Balsam jest w tubce z aplikatorem, ale wydobywa się go dość ciężko dlatego, że jest gęsty. Niemniej jednak nie musimy brudzić palców podczas nakładania. Długo utrzymuje się na ustach i całkiem nieźle nawilża. Dla mnie jednak wadą tego balsamu jest lekko miętowy zapach i uczucie chłodu jakie pozostawia na ustach. Jednak producent zachwala, że menthol, który jest za to odpowiedzialny ma działanie antybakteryjne.



Ponadto producent umieścił w tym balsamie także d-panthenol, miód, wosk pszczeli i oliwę z oliwek.

Gdy moim ustom nic nie dolegało i stosowałam go na noc balsam ten spisywał się dobrze i usta nawilżał. Jednak w ostatnich dniach na noc na twarz nakładałam Triacneal w celu pozbycia się brzydkich przebarwień po pryszczach. Niestety razu pewnego przejechałam sobie tym złuszczającym preparatem z kwasami po ustach. Koszmar, usta były ściągnięte, bolały i zaczynała się na nich łuszczyć skóra. Podobne odczucia miałam wiele lat temu przy poparzeniu słonecznym twarzy. Próbowałam się więc ratować balsamem L'biotica, ale nie przyniósł żadnej ulgi, a wręcz jeszcze nasilił podrażnienie. Sytuację udało mi się opanować dopiero po zastosowaniu starego dobrego Tisane, a po trzech aplikacjach po podrażnieniu nie było śladu.

Tak więc ja pewnie zużyję balsam L'biotica do końca, bo nie lubię wyrzucania i marnowania produktów. Kolejnego opakowania jednak nie kupię i pozostanę wierna Tisane. Niestety lepsze jest wrogiem dobrego.