Tangle Teezer, gadżet niezbędny czy modny?


Szczotka Tangle Teezer to gadżet osławiony w internecie równie mocno jak pęseta Tweezerman, albo nawet bardziej. Mimo tego, że oba produkty są w Polsce niedostępne w sklepach stacjonarnych (a przynajmniej ja nie wiem, aby były) to są w naszym kraju popularne, ale głównie wśród dziewczyn związanych ze światem blogowo vlogowym. Moje koleżanki nie blogerki często nawet nie słyszały o tych produktach :D




Wielkiego parcia na szczotkę Tangle Teezer nie miałam i nie odczuwałam potrzeby zamawiania jej przez internet i jeszcze płacenia za przesyłkę lub ryzykowania, że kupię podróbkę. Natomiast skoro już trafiłam do Londynu i w Bootsie wpadłam na regał ze szczotkami to nie mogłam odmówić sobie zakupu takiej pamiątki z wycieczki. Niestety za wielkiego wyboru wzorów nie było, najbardziej cieszył by mnie baranek Shaun, ale fiolet też może być. Najważniejsze, że nie jest to róż i pomarańcz. Wybór wersji podróżnej był dla mnie oczywisty ponieważ jest praktyczna nie tylko w podróży, ale i na co dzień w torebce. Ta pamiątka kosztowała mnie niecałe 12 funtów i jest na wskroś brytyjska, bo tam zaprojektowana i produkowana.


Tangle Teezer kojarzy mi się bardzo ze zgrzebłem do czesania koni, ponieważ ma kształt zbliżony do elipsy i plastikowe igiełki. Wspomniane igiełki w Tangle Teezer są dwóch długości. Zadaniem tych włosków jest bezbolesne rozczesywanie włosów bez ich wyrywania, a także wygładzanie ich powierzchni (może nawet domykanie łusek?).





Mam grube i gęste włosy, więc jestem trudnym przypadkiem, jeśli chodzi o testowanie szczotki. Ponadto generalnie nie lubię szczotek i całe życie używam grzebienia. Pierwsze użycie szczotki poważnie mnie rozczarowało, ponieważ miała ona problem, aby poradzić sobie z moimi gęstymi włosami. Gdy Tangle Teezer szoruje jeszcze po głowie to nie jest najgorzej, ponieważ igiełki docierają do samej skóry, przyjemnie ją masują i udaje się rozczesać wszystkie włosy. Gorzej jest już przy czesaniu włosów na długości, muszę od spodu dociskać je ręką aby nie uciekały spod szczotki. 

Tangle Teezer natomiast świetnie radzi sobie z rozczesywaniem moich włosów zaraz po myciu, gdy są mokre, ale też najbardziej skołtunione. Ta operacja zawsze wiązała się z dużym bólem i wyrwanymi włosami. Najczęściej też byłam zmuszona do stosowania sprayów ułatwiających rozczesywanie. Dzięki Tangle Teezer mogę z nich zrezygnować, a rozczesywanie przebiega bez bólu, więc jest to duży plus dla tej szczotki. 




Do czesania na sucho również zaczynam się przekonywać i każde kolejne jest lepsze od poprzedniego. Możliwe, że trzeba nauczyć się pracować z tą szczotką, zwłaszcza przy takich włosach jak moje. Irytuje mnie jednak fakt, że często włosy po jej użyciu bardzo się elektryzują. Zaletą natomiast jest widoczne wygładzenie przeczesanych włosów. Może to te domknięte łuski?

Podsumowując, myślę, że ta szczotka sprawdza się lepiej u osób z cienkimi lub normalnymi włosami, a najsłabiej u takich jak ja, czyli z dużą ilością włosów. Tangle Teezer czesze bardzo delikatnie i włosów nie wyrywa. Natomiast jak na szczotkę do włosów jest droga, bo ceny w zależności od modelu oscylowały między 8 a 12 funtów. Jednym słowem fajny gadżet, ale nie jest absolutnie niezbędny do życia i nie widzę powodu, aby zamawiać to w sieci.