Londyn i brytyjskie zamiłowanie do kolejek


Pozostając w londyńskich klimatach. W tym roku na wycieczce Pani pilotka tłumaczyła nam, że Anglicy wszędzie stoją w kolejkach, w bankach, w urzędach, w hotelowej restauracji. Są do nich tak przyzwyczajeni, że zupełnie ich te kolejki nie denerwują, mało tego nie wypada im się denerwować, bo w ogóle nie wypada okazywać emocji, okazywanie emocji to słabość. Ponadto denerwowanie się nie ma sensu, dlatego, że gdy zirytowani dojdziemy do okienka to złe emocje udzielą się pani w okienku i będzie dla nas nie miła. Dlatego z angielską flegmą i stoickim spokojem Brytyjczycy stoją w kolejkach, to niemal sport narodowy.

W Tower odwiedziłyśmy toaletę, ja jeszcze myłam ręce, a moja mama na mnie czekała pod ścianą, nagle ja dostałam ataku śmiechu, a mama nie wiedziała o co chodzi. Mianowicie za nią zrobiła się kolejka, grzeczne Brytyjki ustawiły się za mamą w kolejce w ogóle nie pytając czy ona czeka na wolną kabinę. Mało tego, były ze 2 wolne kabiny, a mimo to panie stały w kolejce.

Gdy kończyliśmy już zwiedzanie Londynu naszą ostatnią atrakcją było muzeum figur woskowych. Po jego opuszczeniu czekaliśmy na autokar, zaczęło padać, więc stanęliśmy w miarę możliwości pod daszkiem, blisko muru. W ciągu 10 minut kiedy tam staliśmy tylko 30 osób ustawiło się za nami w kolejce, myśląc, że czekamy na wejście do obiektu, każdemu zarówno my jak i pan z obsługi tłumaczyliśmy, że my nie stoimy w kolejce.

Przykłady kolejek i tkwiących w nich ludzi można by mnożyć w nieskończoność. Ja jednak zanim ustawię się w kolejce wolę zapytać czy jest to właściwa kolejka lub rozejrzeć się czy w ogóle jest sens w niej stać. Natomiast stwierdzenie, że okazywanie emocji jest wyrazem słabości i nie przystoi zupełnie do mnie nie przemawia. Uważam, że tłumienie emocji jest nie zdrowe, a ludzie którzy je tłumią wydają mi się zimni lub fałszywi.