Kelner rządzi w restauracji. Czy to fatum, że nas olewa?


autor:  Rocky Mountain Feline Rescue  https://www.flickr.com/photos/arascats/6296426879/    http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode


Zupełnie nie wiem skąd się to bierze, ale czasem mam wrażenie, że mam na głowie czapkę niewidkę. Mam 176,5 cm wzrostu, patyczakiem nie jestem, a jednak ludzie potrafią mnie nie zauważyć. Strasznie mnie to irytuje, najgorsze, że takie sytuacje lubią się powtarzać, najczęściej ma to miejsce w lokalach gastronomicznych.


Katowice, Kredens. Podchodzę do baru aby zamówić herbatę, przy barze nie ma nikogo z obsługi, czekam. Po chwili pochodzi do baru jeszcze jeden klient, staje obok mnie i nagle z zaplecza wyłania się kelnerka. Kieruje się ku gentelmanowi, na co ja zaczynam protestować, że to mnie powinna obsłużyć wcześniej. Pani zamiast mnie przeprosić fuknęła, że ten pan był tu pierwszy. Szok. Jak to on był pierwszy, jak ja tam kwitnę dobre 5 minut. Burknęłam coś jeszcze, Pan się speszył i zostałam obsłużona przed nim.

Kraków, Opera. Stoję wraz z kuzynem w kolejce do bufetu. Rozmawiamy. Kuzyn zamawia pierwszy, pan w bufecie nie ma drobnych, aby mu wydać, więc ratuję go drobnymi. Po czym biorę oddech aby złożyć własne zamówienie, ale w tym momencie ku mojemu zaskoczeniu zaczyna obsługiwać pana, który stał za mną. Szok. Mówię, że teraz moja kolej, na co pan z obsługi stwierdza, że myślał, że my (ja i kuzyn) jesteśmy razem. Niby przeprasza, ale kończy obsługę pana za mną i dopiero robi moje kawy.

Torzym, restauracja Złota Grota, czy jakoś tak. Autokar przywozi 50 turystów na godzinny postój i posiłek. Wchodzę do restauracji jako jedna z pierwszych osób, siadam przy pierwszym stole najbliżej baru i kelnerek. Dostaję menu i już po chwili jestem gotowa do złożenia zamówienia. Niestety jednak panie kelnerki przemierzają salę rozdając karty kolejnym gościom, a w między czasie zaczynają zbierać zamówienia ze środka sali po czym idą z notatnikami w kierunku jej końca, zapominając zupełnie o początku sali gdzie ja siedzę. Gdy jedna z kelnerek doszła do końca sali i chciała zbierać zamówienia od ludzi, którzy jeszcze nie zdążyli odtworzyć karty nie wytrzymałam i podeszłam do niej prosząc o to aby obsłużyła nasz stolik, który był pierwszy i już chwilę wcześniej pani powiedziała że zaraz podejdzie. Usłyszałam, że nie może bo to stolik, który obsługuje koleżanka. Ponieważ nie dałam za wygraną i stałam dalej nad panią, kelnerka zrozumiała, że aby się mnie pozbyć musi nas obsłużyć, była nawet na tyle miła, że w ramach przeprosin obiecała, że nasze zamówienie trafi do kuchni jako pierwsze i tak rzeczywiście się stało.

Kraków, restauracja Dynia. Zostałam zaproszona na rodzinny obiad. Złożyliśmy zamówienie, po niedługim oczekiwaniu otrzymaliśmy zupy, a następnie czekaliśmy na dania główne. Oczekiwanie było długie, ale w dobrej restauracji tak trzeba, czas umilaliśmy sobie rozmową, więc było całkiem przyjemnie. Niestety, gdy kelnerka przyniosła dania okazało się, że dla mnie nie ma talerza. Pytam więc gdzie moje pierogi ruskie, a pani wielce zdziwiona stwierdza, że nie wie, abym ja cokolwiek zamawiała. Szok. Usłyszała, że zamawiam pomidorową, a nie słyszała o ruskich, o których mówiłam zaraz potem, ściema. Na dodatek dowiedziałam się, że tak w ogóle to ruskich dziś nie mają. Zła i zrezygnowana poprosiłam o kartę i rozpoczęłam oczekiwanie na spaghetti.