Holandia na weekend, Amsterdam i festiwal tulipanów oraz vlog z podróży


Holandia to kraj kojarzący się z tulipanami i serami. Amsterdam natomiast jawi nam się jako miasto wolności z legalnymi narkotykami oraz dzielnicą czerwonych latarni, gdzie prostytutki nie tylko mogą legalnie pracować, ale mają też swoje związki zawodowe.


Pierwszy raz w Holandii byłam 9 lat temu na wymianie ze szkoły. Przez tydzień mieszkałam u holenderskiej rodziny w mieście Deventer (później Holendrzy przyjechali na tydzień do Polski). Mogłam poznać życie w tym kraju będąc najbliżej jak to możliwe, czyli w domu zwykłej rodziny. Turysta na żadnej wycieczce nie ma takiej możliwości. Nie musiałam tylko przyglądać się setkom rowerów pędzących po ulicach, ja jechałam na jednym z nich, a początki nie były łatwe, ponieważ duży miejski rower zachowuje się nieco inaczej niż mój góral przy wąskich zakrętach. Ale jazda to jeszcze nic, przed szkołą był parking dla rowerów wielkości boiska do piłki nożnej, rano wyczynem było znalezienie wolnego miejsca na stojaku, ale popołudniu trudniejsze było znalezienie własnego roweru. Na żadnym parkingu pod hipermarketem nie mam takich problemów ze znalezieniem auta jak tam ze znalezieniem roweru, raz myślałam, że będę wracać piechotą. 


Kulinarną ciekawostką Holandii, którą poznałam dzięki wymianie wcale nie są sery, gofry czy frytki z majonezem, ponieważ te rzeczy są dość znane. Mieszkając z rodziną holenderską spożywałam z nimi śniadania i szalenie intrygujące jest to z czym oni jedzą rano kanapki. Nazywa się to hagelslag (tak twierdzi wikipedia, ponieważ ja po 9 latach zapomniałam nazwę;((( ) wygląda to jak nasza posypka do ciasta tylko w przeciwieństwie do niej zrobiona jest nie z cukru, a z czekolady dzięki czemu jest miękka. Posypki te występują w różnych smakach i kolorach. Holendrzy wysypują jej sporą ilość na bułkę, bułkę zamykają, zgniatają i jedzą. Po śniadaniu 5 osobowej rodziny posypka oraz okruchy z bułek są wszędzie w promieniu sześciu metrów :D ot taka dodatkowa atrakcja.


W miniony weekend postanowiłam ponownie wybrać się do Holandii tym razem na jednodniową wycieczkę. Jest to dość męcząca sprawa ponieważ podróż w jedną stronę trwała ok.15 godzin, na miejscu przez ok. 13 godzin chodziliśmy na nogach, a później znów 15 godzin powrotu, ponieważ z uwagi na obniżanie kosztów impreza jest bez noclegów, ale dzięki temu całość może kosztować między 250 a 190zł (plus wstępy). Dla mnie ten wyjazd był o tyle szczególny, że w niedzielę przypadały moje 25 urodziny, więc wyjazd wpasował się w obchody tego ważnego dnia;)



Podczas wycieczki odwiedziliśmy ogrody Keukenhof gdzie odbywa się festiwal tulipanów. Co roku inne państwo jest motywem przewodnim wystawy w tym roku jest to Holandia z XVII wieku, gdy rozpoczynał się boom na tulipany, a jedna cebulka była warta majątek. Kwiaty w ogrodach Keukenhof kwitną nieprzerwanie od marca do maja, dzieje się tak dlatego, że cebulki sadzone są trójwarstwowo, płytko te kwitnące najwcześniej, a głębiej odmiany późne.

Po trzech godzinach w Keukenhof udaliśmy się do Amsterdamu na 9 godzinne zwiedzanie. Chętni za 10 euro mogli udać się na godzinny rejs kanałami, ja zrezygnowałam z tej atrakcji ponieważ płynęłam już 9 lat temu i nie czułam potrzeby płynięcia ponownie. W mieście znajduje się wiele ciekawych muzeów np. muzeum Rembrandta, Madame Tussauds, muzeum Heinekena itd.  Dotarliśmy również na targ tulipanów, gdzie można nabyć cebulki (przy zakupie niewielkich ilości opłaca się to ponoć bardziej niż zakupy w Keukenhof). 

Od strony kulinarnej oprócz frytek z majonezem i belgijskich gofrów warto się również skusić na śledzie sprzedawane w budkach wielkości kiosku, są świeże i niesamowicie delikatne.




Zapraszam Was również do obejrzenia mojego pierwszego vloga z podróży.  Jakość może nie jest idealna, ale pracuję nad tym i już niedługo będzie lepiej;)))