Weekend w Gdańsku i Trampki, czyli spotkanie podróżujących kobiet


Podróżowanie to jedno z moich ulubionych zajęć i gdy tylko mam trochę wolnego czasu lubię gdzieś wyjechać. Preferuję wyjazdy krótkie 2-7 dni, ale częste, najlepiej kilka razy w roku, aby naładować akumulatory. 


Miesiąc temu z fanpage Ilony Patro dowiedziałam się o Trampkach czyli spotkaniu podróżujących kobiet. Pomysłodawczynią i główną organizatorką tego spotkania była Anita Demianowicz autorka bloga podróżniczego banita.travel.pl. 

Idea i program spotkania bardzo mi się podobały. Miało być zarówno o "Sztuce osiągania celów" jak również o samotnych podróżach kobiet, podróżach kobiet po czterdziestce, podróżach do Ameryki Środkowej, Indii itp., ale również o tanim lataniu po Europie i podróży koleją transsyberyjską, która zawsze mi się marzyła.

Był tylko jeden mały haczyk. Trampki odbywały się w Gdańsku. Dlaczego by jednak nie wyruszyć w małą podróż na spotkanie o podróżach? To w końcu tylko 534km w jedną stronę, no i istnieje przecież polski bus. Tak więc w piątek o 2:30 w nocy wyruszyłam z domu, aby około południa znaleźć się w Gdańsku. Podróż niestety "umilali" kibice Wisły Kraków, którzy jechali na mecz. Paradoks polega jednak na tym, że młodzi, których zawsze posądza się o robienie zamieszania siedzieli cicho i spokojnie, rozrabiali natomiast 45-letni panowie, którzy wyrwali się z domu od żon. 


Gdańsk niestety nie przywitał nas słońcem, ono zostało na Śląsku. Był tylko wiatr i chmury, ale przecież w podróży nie wypada narzekać. Po zakwaterowaniu w ślicznym i nowiutkim hostelu 22 na ul.Panieńskiej 22 (gorąco polecam) zostało jeszcze trochę czasu na spacer po mieście. Na samo spotkanie trampkowe do biblioteki na ul.Mariackiej przybyłam  godzinę przed czasem, aby zająć sobie miejsce. Było to bardzo dobre posunięcie, ponieważ zainteresowanie spotkaniem było tak duże, że ludzie siedzieli na schodach, podłodze i parapetach, a część stała nawet na dworze. Wieczorem szybka kolacja i na dobranoc projekcja filmu "Jedz, módl się, kochaj" oraz degustacja wina w kawiarni filmowej "W Starym Kadrze".





Sobota przywitała mnie deszczem, choć obyło się bez parasola. Rano szybki spacer i fotki pod Neptunem, a później cały dzień inspirujących prelekcji. Zgodnie z podróżniczym duchem obiad zaliczyłam w polowych warunkach, w postaci ziemniaków z proszku na pożyczonym wrzątku, jedzone na tyle biblioteki :D





Na zakończenie Trampek odbyło się losowanie nagród, ponieważ co drugi głupi ma szczęście to muszę się pochwalić, że wygrałam zestaw kosmetyków L'biotica. Jak widać podróże i kosmetyki łączą się nie tylko na moim blogu. Wieczorem znów odbyła się projekcja filmu, tym razem była to "Dziewczynka w trampkach", później ostatnie podróżnicze rozmowy i nadszedł czas powrotu do domu. 


Lubię podróżować autokarem w nocy, ponieważ podróż tak się nie dłuży. Ponadto gdy tylko przyczepię moją ukochaną poduszeczkę do szyby natychmiast zasypiam. Udało mi się wracać bez kibiców (choć mówili, że planują jechać dokładnie tym busem co ja, więc bałam się powtórki z rozrywki), w wypadku piętrowych autokarów polecam miejsca na dole, ponieważ jest tam dużo ciszej i spokojniej. Po pierwsze dlatego, że mieści się tam mniej ludzi, a po drugie jest blisko kierowcy, więc nikt nie rozrabia. Minusem podróży powrotnej był tylko przenikliwy ziąb panujący w autokarze, aby zasnąć musiałam jechać w kurtce.

Niedzielne śniadanie zjadłam już w domu, po czym udałam się na drzemkę. Gdy wstałam zaczęłam się zastanawiać czy cała ta Gdańska przygoda zdarzyła się naprawdę czy tylko mi się przyśniła.