Pomadka Alterra jako odżywka do rzęs


Każda kobieta marzy o długich i gęstych rzęsach. Dużą niesprawiedliwością jest gdy takie rzęsy posiadają panowie. Kobiety w walce o upragnione firanki zamiast rzęs gotowe są wydać sporo pieniędzy. Odżywki obiecujące natychmiastowe i powalające efekty mogą kosztować nawet kilkaset złotych. Najgorsze, że często produkty takie nie przynoszą zadowalających efektów.


Mnie szkoda było pieniędzy na super drogie odżywki, bałam się, że nie zadziałają. Zwłaszcza, że kiedyś stosowałam odżywkę z L'Oreal i efekty były marne. Poza tym mimo, iż moje rzęsy są krótkie i proste nie mam na ich punkcie kompleksów, zalotka i tusz mi wystarczają.

Chciałabym natomiast poprawić kondycję moich brwi. Odżywki przeznaczone do brwi (np.Talika) lub takie dedykowane do włosów bardzo nie znacznie poprawiały ich kondycję. Dlatego poszukiwania odżywki trwają. Z tego też powodu zainteresowałam się bliżej pomadką Alterra z Rossmanna, którą pół internetu poleca jako odżywkę do rzęs.

Pomadka Alterra jest po pierwsze tania, po drugie łatwo dostępna, a po trzecie ma dobry skład. Zawiera olej rycynowy, kokosowy, jojoba, słonecznikowy, wosk pszczeli, oliwę z oliwek, olejek z marchwi oraz wit. A i E. Pomadka nie zawiera syntetycznych barwników, aromatów i substancji konserwujących. Nie zawiera również silikonu, parafiny i innych produktów na bazie olejów mineralnych.


Stwierdziłam, że spróbuję tego wynalazku. Gdy już ją kupiłam doszłam do wniosku, że przetestuję ją zarówno na brwiach jak i na rzęsach, kompleksów nie mam, ale nie obrażę się jeśli będą dłuższe. Natomiast jeśli moje oczy będą protestować najwyżej zużyję ją do ust. 

Zastanawiałam się tylko nad metodą aplikacji tej pomadki na moje brwi i rzęsy. Do wyboru jest kilka opcji, albo przy użyciu szczoteczki po starej maskarze (oczywiście czystej), albo przy użyciu palców. Szczoteczki po maskarze nie chciało mi się szukać i myć, raz to przerabiałam i pół łazienki oraz pół mnie było w tuszu. Postawiłam więc na palce, należy nabrać na palec wskazujący pomadkę, a następnie przy pomocy palca wskazującego i kciuka wcierać w rzęsy przeciągając po nich. Idea piękna, niestety okazało się, że powoduje to znaczne straty w moich rzęsach i zamiast je odżywiać wyrywam je. Przestraszyłam się bo po takiej aplikacji wypadało ich więcej niż po użyciu zalotki. Dlatego wypracowałam własną metodę, najprostszą z możliwych. Nakładam pomadkę Alterra na moje brwi i rzęsy prosto ze sztyftu. Zbrwiami nie ma większego problemu, a jeśli chodzi o rzęsy to na otwartym oku pocieram lekko sztyftem o końce rzęs, nie wkładając pomadki do oka oczywiście.


Pomadkę Alterra aplikuję co 2-3 dni, ponieważ przy częstszym stosowaniu odrobinę podrażniała moje oczy. Używam jej od ponad 2 miesięcy. Jeśli chodzi o efekty to niestety na moich brwiach ich zupełnie nie widać. Natomiast rzęsy na których mi raczej nie zależało wyglądają obecnie lepiej niż przed rozpoczęciem kuracji. Najszybszy i najbardziej widoczny efekt pojawił się na dolnych rzęsach, już po kilku użyciach stały się dłuższe i gęstsze. Górne rzęsy potrzebowały ok. 3 tygodni, aby efekt był zauważalny. Rzęsy są o 1-2 mm dłuższe niż wcześniej, niestety są białe na końcach, dlatego trudno mi pokazać ten efekt na zdjęciach. Wymagają więc w dalszym ciągu tuszowania, ale osiągnęły już taką długość, że tusz odbija mi się na górnej powiece, a wcześniej nigdy się to nie zdarzało, bo były za krótkie, aby dosięgnąć do górnej powieki.

A co z pierwotnym przeznaczeniem pomadki Alterra? Niestety do ust sprawdza się słabo. Jest zbyt lekka, szybko znika z ust i nie zdąży ich nawilżyć. Ja niestety mam wiecznie przesuszone wargi i u mnie lepiej sprawdza się Tisane w słoiczku.