Róż MAC, czyli czas odpocząć od Inglota


Uwielbiam róże do policzków. Używam ich od 8 lat, jeśli nie dłużej. Do tej pory byłam zakochana w różach Inglota. Ponieważ są świetnie na pigmentowane i wystarczą dwa ruchy pędzlem, aby zaaplikować je na policzki. Zawsze wybieram róże w mocnych ciepłych kolorach, ponieważ nie przepadam za bronzerem, dlatego różem podkreślam kształt twarzy.



Wszędzie jednak słyszałam pozytywne opinie na temat róży MAC. Dlatego podczas ostatniej wizyty w Warszawie uległam pokusie i odwiedziłam MACa. Ponieważ dopadło mnie drobne znudzenie posiadanym obecnie różem z Inglota, poprosiłam Panią w MACu o dobranie mi jakiegoś koloru. Początkowo interesował mnie kolor matowy, bo bałam się drobinek brokatu na twarzy (niestety nie znam nazwy koloru który Pani mi zaproponowała) . Jednak gdy okazało się, że nie ma go na stanie w postaci wkładów do palety poprosiłam o znalezienie czegoś podobnego i padło na prawie identyczny kolor, ale z połyskiem.


Moje obawy dotyczące drobinek okazały się zbędne. Róż, który kupiłam w kolorze Peachykeen nie posiada dużych nachalnych drobinek (jakie kiedyś spotkałam w różu Inglota) daje on natomiast złoty blask, porównywalny do efektu tafli. Z tego co wiem podobnie zachowują się na twarzy róże Bourjois oraz Nars Orgasm.


A dlaczego tak bardzo upierałam się przy różu w formie wkładu do paletki? Moja intuicja podpowiadała mi, że jest tańszy. Miałam rację, gdy wróciłam do domu sprawdziłam na stronie MAC ceny i wkład do palety kosztuje 78zł, natomiast róż z opakowaniem aż 96zł. Miałam jednak drobną zagwozdkę jak włożyć ten róż do palety z inglota, bo niestety te firmy stosują odwrotne systemy mocowania wkładów. Inglot przykleja magnes do palety, dzięki czemu można do niej włożyć dowolne produkty w formie metalowych wyprasek. Natomiast MAC wyposaża w magnes własne wkłady, przez co do palety MAC można włożyć tylko ich produkty, bo inne wypadają. Chcąc produkt MAC umieścić w innej palecie należy go pozbawić magnesu. Przy użyciu ostrego noża kuchennego ta czynność okazała się dziecinnie prosta. W ten sposób mój róż MAC trafił do mojej codziennej paletki Inglot.


Od dnia zakupu, czyli od tygodnia codziennie ten róż gości na moich policzkach. Nie mogę wyjść z zachwytu nad tym produktem. Podczas nabierania go na pędzel praktycznie wcale się nie pyli, dzięki czemu produkt się nie marnuje. Jest dobrze na pigmentowany i łatwo się aplikuje. Utrzymuje się na twarzy cały dzień. Natomiast sam kolor dodał mi dużo świeżości, a dzięki temu, że ma połysk mogłam zrezygnować z rozświetlacza, co przyspieszyło mój poranny makijaż. Do różu Peachykeen dobrałam sobie również pasującą szminkę w kolorze Fanfare.