płyn micelarny Bioderma, produkt dobry, ale nie niezbędny


Szał na płyny micelarne trwa już chyba ponad 3 lata. Przyznam, że podchodziłam do tego typu produktów jak pies do jeża. Ponieważ sprawdzały się u mnie całkiem dobrze mleczka, płyny do demakijażu oraz żele i toniki. Z tego co mi wiadomo zamysł płynów micelarnych był taki, aby jednym produktem zastąpić mleczko i tonik. Płyn powinien być na tyle delikatny, aby dało się nim wykonać również demakijaż oczu. Skóra po jego użyciu nie powinna być ściągnięta i nie wymaga tonizacji.


Płyn micelarny firmy Bioderma jest chyba jednym z najpopularniejszych i najbardziej chwalonych produktów tego typu. Najbardziej odstraszającym elementem Biodermy jest jednak cena, która oscyluje wokół 50zł za 500ml.

Bardzo chciałam przetestować ten wynalazek, jakim jest płyn micelarny. Przyznam, że nie interesowały mnie inne firmy, bo jak już testować to najlepsze z najlepszych, czyli Bioderma albo nic. Jednak zupełnie nie miałam ochoty wydawać 50zł na butelkę wody, bez gwarancji, że będzie warta tych pieniędzy. 

Pierwsza okazja do przetestowania tego produktu nadarzyła się ok.2 lata temu, gdy po raz pierwszy natknęłam się w Superpharm na Biodermę o pojemności 100ml w cenie 10zł. Kupiłam, zużyłam, ale zupełnie nie miałam zdania na temat tego produktu. Ani ziębił, ani parzył. Żyłam sobie dalej, aż pół roku temu ponownie natknęłam się w Superpharm na małe Biodermy. Co prawda ich oficjalna cena była już wyższa, bo wynosiła prawie 22zł, ale dla posiadaczy karty LifeStyle, po dokonaniu zakupów na jakąś określoną kwotę było to nadal 10zł. Tym sposobem nabyłam moje drugie opakowanie mini Biodermy.


Buteleczka jest już na wykończeniu i tym razem spłynęła na mnie fala przemyśleń i wniosków odnośnie tego, wręcz legendarnego, produktu jakim jest Bioderma. Po pierwsze u mnie ten płyn nie radzi sobie ze zmywaniem makijażu oczu, a dokładniej tuszu. Dokładne oczyszczenie oka zajmuje dużo czasu, co potrafi wywołać podrażnienie. Dlatego uważam, że do oczu sto razy lepiej sprawdza się płyn do demakijażu oczu z Bourjois.

Zmywanie makijażu z twarzy idzie już Biodermie lepiej, ale przy ciężkim podkładzie konieczne jest jednak kilkukrotne powtórzenie czynności. Zużywamy przez to więcej płynu oraz wacików. Dlatego dużo szybciej i dokładniej demakijaż wykonuje się żelem do mycia twarzy i wodą.

Owszem po użyciu Biodermy twarz nie jest ściągnięta i nie ma konieczności stosowania tonika, ale biorąc pod uwagę, że tonik jest 2 razy tańszy to marne pocieszenie. Bioderma jest praktycznie bezzapachowa i nie wywołała u mnie podrażnień na twarzy. W przypadku oczu pojawiły się podrażnienia spowodowane koniecznością kilkukrotnego przemywania. Produkt jest raczej wydajny, choć u mnie wszystkie produkty do demakijażu są wydajne, co może być spowodowane raczej moimi nawykami, niż właściwościami produktu. Zawsze staram się aplikować najmniejszą działającą ilość produktu.