Original Source, Super Scrub Mint and Walnut, produkt, na który trzeba uważać


Z wieloma produktami codziennego użytku tak już jest, że gdy znajdziemy taki, który nam odpowiada przyzwyczajamy się do niego i nie koniecznie mamy ochotę na zmiany. Owszem czasem nowości kuszą i nęcą, ale mnie często zdarza się, że nowość mnie rozczarowuje i wracam ponownie do poprzedniego sprawdzonego produktu.


Mniej więcej tak sytuacja wygląda u mnie w przypadku peelingów do ciała. Bardzo lubię pomarańczowy peeling z Lirene. Podczas jesiennej blogerskiej herbatki otrzymałam do przetestowania zestaw kosmetyków Original Source. Był to mój pierwszy kontakt z tymi kosmetykami, ponieważ wcześniej jakoś nie zachęciły mnie w sklepie.



Zestaw Original Source zawierał m.in. Super Scrub Mint and Walnut, a dokładniej peelingujący żel pod prysznic z miętą i orzechami włoskimi . Czyli teoretycznie coś czym można się myć na co dzień przy okazji wykonując peeling, który będzie nieco słabszy niż w przypadku zwykłego peelingu. Brzmi to zachęcająco, ponieważ daje nadzieje na zaoszczędzenie czasu jak wszystkie produkty 2w1.



Długo się zbierałam aby przetestować ten produkt. Postanowiłam, że od nowego roku będę się regularnie gimnastykować. Wpadłam więc na pomysł, aby użyć tego produktu po ćwiczeniach z nadzieją na odświeżenie i pobudzenie (ponieważ po ćwiczeniach normalnie robię się strasznie senna).

Po pierwsze zdziwiła mnie konsystencja produktu, ponieważ jest ona wręcz plastikowa. Ani to żel, ani to płyn, produkt po wyciśnięciu prawie nie zmienia kształtu, prawie jak izolacja od kabla.

Drobinek peelingujących nie jest za dużo, więc teoretycznie nadaje się to do codziennego stosowania. Ale ten zapach, ta mięta. Zaczęłam nakładanie żelu od nóg i już zapach był bardzo intensywny, gdy przeszłam do rąk i tułowia od nadmiaru chemicznej mięty zaczęły mnie oczy szczypać. Jeszcze nigdy żaden produkt nie wywołał u mnie takiej reakcji. Ponieważ mam kabinę prysznicową całkiem zamkniętą łącznie z sufitem stężenie tego miętowego zapachu było bardzo duże, a wbudowany w kabinie wentylator nie dawał rady. Musiałam otworzyć drzwi kabiny, aby się nie udusić. 

Ponadto po chwili od rozprowadzenia go na ciele (zanim jeszcze otworzyłam kabinę, żeby nie było, że to jest przyczyną) zrobiło mi się potwornie zimno. Właściwości chłodzące są potwornie silne. Byłam rozgrzana po godzinnej gimnastyce, a ten produkt sprawił, że zrobiło mi się bardzo zimno i zaczęłam kichać. Uczucie zimna pozostało nawet po spłukaniu produktu z ciała i trwało jeszcze przez ponad godzinę.

Może sprawdzi się to przy 30-to stopniowych upałach, ale na pewno nie zimą. Choć przyznam, że z powodu intensywnego chemicznego zapachu, który aż szczypie w oczy nie mam najmniejszej ochoty na ponowne użycie tego peelingu nawet latem.