Kino na weekend. Hobbit, 47 Roninów, a może Babcia Gandzia?

fot. Thomas Berg http://www.flickr.com/photos/47799429@N00/234983681 http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0/legalcode

 W listopadzie na blogu pojawił się post pt. "Kino na weekend". Ponieważ ostatnio często bywam w kinie, postanowiłam, że posty tego typu będę publikować częściej. 

Zacznę może od porady ekonomicznej. Jeśli lubicie chodzić do kina i chcecie w nim bywać często lub ogólnie jesteście oszczędni to proponuję NIE chodzić do kina w weekend :D tylko w tygodniu, taka drobna sprzeczność z tytułem posta :D:D:D 


Ja najczęściej bywam w Cinema City, gdzie w środy bilety kosztują 14zł, jest to prawie połowę mniej niż w weekend. Dzięki temu w cenie jednego wyjścia mogę mieć dwa. Wiem, że inne sieci kin też mają jakieś promocje, tylko w inne dni tygodnia. O ile mnie pamięć nie myli w Heliosie taniej jest we wtorki, bilety chyba po 17zł. Warto również korzystać z kin studyjnych oraz z różnych akcji promocyjnych jak np. święto kina, które miało miejsce w grudniu.

Raz w życiu udało mi się nawet wygrać w radiu bilety do kina. Seans pozostał w mojej pamięci nie tylko z powodu samego filmu o Edith Piaf, ale również z powodu alarmu przeciwpożarowego. Choć na samej sali kinowej nic nie wyło, a film nadal leciał, to zapaliło się światło i część ludzi zaczęła wychodzić. Po chwili, nie wiedząc co się dzieje, wyszłam również i ja. Okazało się, że w całym budynku wyją syreny, drzwi automatyczne się otwierają i zamykają jak oszalałe, a w całym tym zamieszaniu biegają strażacy. Tego dnia nie pozwolono nam już wejść do środka, choć alarm ponoć okazał się fałszywy. Na szczęście w późniejszym terminie zaproszono mnie ponownie do kina, aby zobaczyć przerwany film :D 

Jeśli chodzi o filmy, które ostatnio widziałam, i które wciąż są wyświetlane to najbardziej podobała mi się Babcia Gandzia. Jest to komedia z kryminalnym wątkiem o zaradnej i przebojowej staruszce. Tytułowa babcia jest egzaltowaną francuską, z uprzedzeniami do kolorowych. Po upadku jej cukierni i śmierci męża żyje w biedzie, nie lubi ludzi, a czarnego zięcia policjanta wręcz nienawidzi. W filmie obserwujemy jej perypetie jako dealera narkotyków oraz jej wewnętrzną przemianę. Gorąco polecam, w niektórych kinach jeszcze leci;)

Hobbit to piękne sceny i baśniowy świat. Jednak film Hobbit: Pustkowie Smauga zdecydowanie różni się od książki Tolkiena. W filmie drażnią mnie dłużyzny i rozczarowuje konieczność czekania na kolejną część. Książka pisana była jako bajka dla dzieci i ja ją w takiej formie poznałam. Mając jakieś 10 lat na obozie dla zuchów była ona motywem przewodnim. Na jej podstawie wymyślane były dla nas różne zabawy, zadania i piosenki. Zarówno w samym obozie jak i w książce było dla mnie coś magicznego. Film tego nie ma, jest bardziej złowieszczy i zdecydowanie nie dla dzieci. Zobaczyć warto, ale są w kinach obecnie lepsze filmy.

Dużo ciekawszym od Hobbita filmem jest np. 47 Roninów, oparty na japońskich legendach. Samuraj bez pana to Ronin. Film opowiada o walecznych i odważnych wojownikach, którzy wbrew zakazom usiłują pomścić swego pana. Pojawiają się duchy, czary i jedna czarownica. Jest również miłość, zakazana z powodu mezaliansu. Widz jednak do końca ma nadzieję, że zakochani będą razem i film skończy się happy endem. Czy tak się kończy? Sprawdźcie sami;)