Lakier essence 113 do you speak love?


Czy wspominałam może coś o odpoczynku od czerwonych lakierów do paznokci? Jeśli tak to stwierdzam, że żaden odpoczynek nie może trwać zbyt długo.


W połowie września błądząc po drogerii hebe natknęłam się na szafę essence. Wołał z niej do mnie ciemnoczerwony lakier, chciał bardzo abym zabrała go ze sobą. Wprost nie mogłam odmówić. Dlatego do domu wróciliśmy już razem, ja i essence nr 113 do you speak love?


Niestety ponieważ we wrześniu i październiku przeżywałam zauroczenie Essie dive bar oraz Rimmel Salon PRO 713 Britpop ciemna czerwień z essence musiała poczekać. Już po miesiącu od zakupu zagościła na moich paznokciach.

Aplikacja jest szybka dzięki szerokiemu pędzelkowi. Choć jestem miłośniczką cienkich pędzelków muszę przyznać, że te w lakierach essence oraz essie są optymalnej szerokości i dobrze się nimi maluje, bez strachu o wyjechanie na skórki nawet przy wąskich paznokciach. Lakier dobrze kryje po dwóch warstwach.


Jeśli chodzi o czas wysychania trudno mi go ocenić ponieważ używam essie good to go. Nawiasem mówiąc próbuję nabyć nową buteleczkę i jestem poważnie zirytowana ponieważ w ciągu ostatnich 3 miesięcy nie mogę go znaleźć w żadnym Superpharm i hebe.

Wracając do essence nr 113 do you speak love? największą moją obawą była jego trwałość. Obecnie jednak ponieważ lakier jest nowy nie mam mu nic do zarzucenia w tej kwestii. Wytrzymał na moich paznokciach 4 dni pracy (częste mycie rąk, dezynfekcja, rękawiczki lateksowe) oraz trochę gotowania. Poległ dopiero podczas przycinania drucianych łodyg sztucznym kwiatom, przykro mi jednak, że jak już schodzi to płatami.


Dlaczego zaznaczyłam, że spisuje się puki jest nowy? Ponieważ mam poważne obawy jak będzie z jego trwałością za pół roku lub rok.  Lakier essence w kolorze 111 english rose początkowo również miał zadowalającą trwałość, natomiast gdy użyłam go we wrześniu już po dwóch dniach odłaził z paznokci płatami.