essie Raspberry i Sephora silver glitter, czyli malinowy błysk


Moja przygoda z lakierami essie rozpoczęła się jakieś 3 lata temu od lakieru w kolorze Raspberry. Byłam bardzo ciekawa cudownych właściwości lakierów essie, ponieważ wiele osób zachwalało je w sieci. Ja używałam wtedy głównie inglota, ale jeśli coś ma być lepsze to czemu nie spróbować.


Długo zastanawiałam się nad zakupem, nie chciałam zamawiać go przez internet, a w Douglasie kosztował 45zł, nie mówiąc o tym, że wybór kolorów był słaby. Jednak po zdanym egzaminie na studiach postanowiłam zrobić sobie prezent i zaszalałam. 

Lakier ten posiada cienki pędzelek i 15 ml pojemności oraz ma dość rzadką konsystencję. Przypuszczam, że jest to lakier z profesjonalnej linii essie. Linia dostępna dziś szeroko w Superpharm, Hebe posiada szerokie pędzelki, 13,5ml pojemności, gęstszą konsystencję i jest tańsza. Dowiedziałam się o tym na blogu B for Beautiful Nails, gdzie zapraszam Was po więcej szczegółów. 



Plusem jest to, że mimo upływu czasu lakier nie zgęstniał. Natomiast bardzo źle pracuje mi się tym cienkim pędzelkiem, nakłada się nierówno. Ponadto jest to chyba najmniej trwały lakier tej firmy jaki posiadam. Z tych powodów gości na moich paznokciach bardzo rzadko.

Tym razem postanowiłam go wzbogacić o lekki błysk przy pomocy lakieru silver glitter z Sephory. Zawiera on srebrne sześciokąty oraz serduszka zatopione w bezbarwnej bazie (serduszek celowo nie nałożyłam na paznokcie). Lakier ten kupiłam w zestawie z 3 innymi kolorami za 19zł, ale nie wiem czy jeszcze są dostępne. Niestety użyty na wierzch top coat essie good to go spowodował skurczenie się bezbarwnej bazy.