mały czarodziej, czyli MAC studio finish concealer


Dużo i kwieciście o korektorach pisałam prawie rok temu w jednym z moich pierwszych postów... jak ten czas szybko leci... (KLIK) od tego czasu usilnie męczyłam Vichy Dermablend, z którego jednak nie byłam w pełni zadowolona.


Dokładnie miesiąc temu 13 czerwca na lotnisku Stansted w Londynie czekając na samolot, który później mi uciekł :((( (KLIK) na stoisku MAC kupiłam mój pierwszy korektor tej firmy, dokładnie MAC studio finish concealer w kolorze NC20.






Po złych doświadczeniach z korektorami inglota w słoiczkach trochę bałam się tego produktu, że również będzie spływał z twarzy. Moje obawy na szczęście okazały się zupełnie niepotrzebne. Korektor MAC ma bardzo zbitą, gęstą konsystencję i po nałożeniu zastyga na naszej twarzy i utrzymuje się ok 6h bez poprawek. 

twarz pokryta podkładem, bez korektora

po nałożeniu korektora

To co najważniejsze moim zdaniem w korektorach czyli krycie ma wręcz wyśmienite...właśnie zastanawiam się jak kiedyś mogłam używać innych korektorów?

Teoretycznie ze względu na ciężką konsystencję nie nadaje się pod oczy, ale kilka razy, gdy nie chciało mi się wyciągać z kosmetyczki drugiego korektora pod oczy użyłam tego i nie przesuszył skóry, nie zbierał się w zmarszczkach mimicznych, a cienie zakrył bardzo ładnie, wystarczyła bardzo cienka warstwa.

Niestety nie wiem ile ten produkt kosztuje w Polsce, ja zapłaciłam za niego ok.12 funtów. Rozbudził natomiast mój apetyt na produkty MAC i aktualnie marzy mi się podkład.