Być kobietą, być kobietą, mieć pół kilo... kosmetyków


Podczas lotu samolotem jedną z bardziej doskwierających kobiecie rzeczy są ograniczenia bagażu. Ponieważ na wyprawę do Santiago (o której przeczytasz TU) leciałam tylko z bagażem podręcznym dużą trudnością było dla mnie spakowanie płynnych kosmetyków do regulaminowej przezroczystej kosmetyczki. Zwłaszcza, że do tej pory na większości wyjazdów moją kosmetyczką był neseser o wymiarach 18x20x27cm. 


Przed wyjazdem zaopatrzyłam się w Superpharm w przezroczystą kosmetyczkę, która zawierała puste opakowania na kosmetyki, 2 słoiczki i 3 butelki, po 100ml każda. Zestaw ten kosztował ok. 10zł.


Moje pierwsze spostrzeżenie było takie, iż butelki są za duże, wolałabym 5 mniejszych, zamiast 3 dużych, ponieważ nie ma takiego produktu, którego aż 100ml potrzebowałabym na tygodniowy wyjazd. Dlatego jeśli chodzi o buteleczki dużo lepszym pomysłem są miniaturki produktów, ponieważ pakowane są zazwyczaj po 30 lub 50ml. 

Kolejny zarzut do butelek dotyczy ich szczelności. Zwłaszcza jeśli chodzi o butelkę z pompką, której nie wiedzieć czemu nie można w żaden sposób zablokować oraz nie posiada ochronnej nasadki. Spowodowało to niestety małą katastrofę w mojej walizce, płyn do demakijażu zalał mi żakiet i spódnicę, na szczęście sukienka na ślub ocalała.

Niestety słoiczki z zestawu również były nieszczelne i jedwab do włosów również poplamił mi ubrania. Do zalania przyczynił się również fakt, iż kosmetyczka miała dziury na zgrzewie. Gdyby była szczelna nic by z niej nie wypłynęło. Ja mam natomiast nauczkę, by takie wynalazki, nawet w bagażu podręcznym, którym nikt nie rzuca, zawijać w dodatkową reklamówkę, albo nawet dwie.



Ponieważ miałam potrzebę zabrania większej liczby kosmetyków, do pojemniczków z zestawu dokupiłam jeszcze kilka słoiczków w Rossmannie, gdzie sprzedawane są na sztuki za ok 1zł. Wykazywały się one lepszą szczelnością, przez 3 pierwsze loty, niestety podczas 4 lotu również nie wytrzymały i zaczęły cieknąć.


Do dnia dzisiejszego w jednym z Rossmannowych słoiczków mam podkład, ale po prawie miesiącu używania pękła w nim zakrętka, więc bez woreczka ani rusz.

Nie umiem zrozumieć również, dlaczego ta dedykowana do samolotu kosmetyczka jest mniejsza niż wymagają przepisy. W Londynie gdzie zaszła drobna konieczność przeorganizowania kosmetyków dostałam na lotnisku foliową torebeczkę o wymiarach 20x20cm i okazała się być o niebo większa. 



Ponieważ w Londynie na Stansted dosyć dokładnie sprawdzano kosmetyki dowiedziałam się również, że niepotrzebnie pakowałam do tego woreczka z płynami antyperspirant w sztyfcie. Byłam przekonana, że będzie traktowany jak krem, ale tak nie jest i można go przewozić osobno.

W woreczku muszą się znaleźć natomiast wszelkie płyny, kremy, tusze do rzęs, błyszczyki, szminki, żele, lakiery itd.

W mojej kosmetyczce znalazły się takie produkty jak: lakier do paznokci essie fifth avenue, wysuszacz essie good to go, szminka z sephory, lakier do ust z L'Oreal, rozświetlacz i tusz do rzęs z benefit'u, przełożona do słoiczka resztka podkładu z sephory, korektor pod oczy, korektor Vichy Dermablend, płyn do demakijażu oczu, krem do twarzy Effaclar mat, zmywacz do paznokci, próbki perfum, próbki szamponów i odżywek do włosów, próbka bazy pod makijaż z sephory, żel pod prysznic oraz balsam do ciała. Całość, którą widać na zdjęciach z przodu i tyłu warzyła prawie 500g.