Wibo, Extreme Lashes Volume Mascara


W marcu podczas biegu przez Rossmanna wpadł mi do koszyka tusz Wibo, Extreme Lashes Volume Mascara. Kilka razy w sieci spotkałam się z pozytywnymi opiniami nt.tuszy tej firmy i miałam dużą ochotę sprawdzić na własnej skórze, a raczej rzęsach jak to jest naprawdę. Tym bardziej, że produkt nie jest drogi, bo kosztuje ok.10zł  


Po zakupie używałam go przez jakiś czas, ale wydawał mi się dość rzadki, dlatego odstawiłam go by przesechł i nabrał właściwej konsystencji. Obecnie do niego wróciłam i muszę stwierdzić, że nadal jest dość rzadki, widocznie taka jego uroda. To, że jest mokry najbardziej szkodzi podkręceniu jakie przed tuszowaniem robię zalotką, ponieważ mokry tusz wszystko rozprostowuje.




Bardzo podoba mi się szczoteczka, która jest średniej wielkości, ma przewężenie na środku i wygodnie się nią maluje zarówno techniką zygzaków jak i obracając szczoteczkę. Sporadycznie zdarza się, że nałoży na rzęsy jakąś grudkę.

Obawy jakie czasem dotyczą tanich kosmetyków do oczu to podrażnienia. Na szczęście ten produkt ich nie wywołał, zero pieczenia i zaczerwienień.

rzęsy przed wytuszowaniem

z tuszem, widoczne delikatne osypanie


Trwałość nie jest mocną stroną tej maskary już po 4-5 godzinach zaczyna się osypywać, co jest irytujące zwłaszcza gdy okruchy tuszu dostają się do oczu. Nie wytrzymuje również ani kropli wody. Owszem nie jest tuszem wodoodpornym, ale uważam, że zwykły tusz powinien wytrzymywać przy jednej łzie uronionej podczas ataku śmiechu, a ten niestety natychmiast spłynął.

Podsumowując przy ograniczonych funduszach lub w sytuacji awaryjnej gdy nagle potrzebujemy kupić tusz, aby się pomalować, można się na niego skusić. Natomiast gdy możemy dołożyć jeszcze 20zł lepszym zakupem będzie np. Colossal od Maybelline KLIK