Przenieśmy się z essie na fifth avenue


Czerwieni nigdy za wiele. Na paznokciach jest drapieżna i pociągająca. O tym jaki typ facetów lubi czerwone paznokcie przeczytasz TU. Zastanawiałam się ostatnio czy podobny podział można wprowadzić w stosunku do kobiet? Ale prawdopodobnie dziewczyny spokojne unikają tego co rzuca się w oczy.


Biegnąc niedawno do empiku po książkę Ewy Chodakowskiej musiałam zahaczyć o SuperPharm. Szukałam essie good to go, ponieważ obecny zaczął już bardzo gęstnieć. Niestety jest on tak rozchwytywany, że zazwyczaj muszę robić trzy podejścia zanim go upoluję, tak więc jeszcze dwa przede mną, bo tym razem go nie było.

Gdy stanęłam jednak przed szafą essie moim oczom ukazała się promocja na lakiery kolorowe, kosztowały ok.26zł. Ponieważ normalna cena to ok.34zł nie mogłam przepuścić takiej okazji. Miałam ochotę na przetestowanie koloru watermelon, niestety jego tak jak i top coatu nie było. Wybrałam więc fifth avenue, czerwień lekko wpadającą w pomarańcz, żywa i idealna na lato.



w świetle dziennym

w sztucznym świetle
Lakiery essie z reguły dają niezłe krycie już po pierwszej warstwie, ale lepiej nałożyć dwie. Ten natomiast kryje perfekcyjnie, dlatego z oszczędności czasu, którego mam ostatnio coraz mniej, pozostałam przy jednej warstwie. Wyschła bardzo szybko i używanie wysuszacza było zbędne. Tak więc po raz pierwszy na blogu na moich paznokciach jest jedna warstwa lakieru, bez topu. Jedyny minus jest tego taki, że nierówności płytki są widoczne, bo brak jest grubej warstwy lakieru.





Trwałość jest całkiem zadowalająca, mam go na paznokciach od trzech dni, dziś pojawił się jeden mały odprysk, ale w miejscu gdzie mam rozdwojony paznokieć, więc to raczej wina nierówności niż lakieru. Końcówki zaczęły się ścierać już pierwszego dnia, ale to raczej norma przy czerwieniach, zwłaszcza bez topu.

Nadal uważam, że w Polsce lakiery essie są za drogie i nie wiem czy są warte swojej ceny, ale ten kolor tak bardzo mi się spodobał, że musiał być mój.