Bourjois, Queen Attitude


Tuszy do rzęs miałam już wiele różnych, wiele z nich opisałam na tym blogu, ale nawet gdy znajdę niezły produkt coś korci mnie by kolejnym razem przetestować inny, zawsze przecież jest szansa, że będzie lepszy.


Mniej więcej w lutym podczas poszukiwań tuszu w Rossmannie pani poleciła mi produkt o którym wcześniej nigdy nie słyszałam, żadna z moich koleżanek, ani nikt w sieci o nim nie wspominał. Mowa o Bourjois, Queen Attitude. Według ekspedientki miał się nie osypywać, była nawet na tyle miła, że dała mi z szuflady z zapasem całkiem nowe opakowanie, abym miała pewność, że nikt w sklepie go nie otwierał i nie jest wyschnięty. 

Tusz rzeczywiście się nie osypuje i ma bardzo ładny głęboki kolor, oczywiście czarny. Ciekawa jest jego szczoteczka, ma silikonowe igiełki zamiast włosków, są one dość ostre, na dwóch bokach dłuższe i na dwóch krótsze, w użytkowaniu jest ona bardzo wygodna i precyzyjna.



Nie wiem jednak czy to przez formułę tuszu czy przez budowę szczoteczki, ale rzęsy po pomalowaniu mają tendencję do sklejania się. Ponadto niestety ten tusz nie wydłuża rzęs, a ja oczekuję wydłużenia, zagęszczenia i ogólnie efektu sztucznych rzęs. Dlatego niestety wygodna szczoteczka i brak osypywania to za mało, żebym kupiła ten produkt ponownie. Zwłaszcza, że kosztuje ok.50zł, ja trafiłam na jakąś promocję i zapłaciłam nieco ponad 40zł.

rzęsy niepomalowane

po dwóch warstwach tuszu