Wibo lip sensation, błyszczyk z kwasem hialuronowym


Jak mogliście się zorientować po zdjęciach na instagramie dopadło mnie jakieś choróbsko. Wczoraj tak fatalnie się czułam, że nie miałam nawet siły usiąść, cały dzień przeleżałam z kompresem na głowie, dlatego też o 21:00 nie pojawił się post. Niestety bloger też człowiek.


Dziś nadal pod pierzynką, głowa nadal pęka, a z nosa mi się leje, ale gorączka jakby mniejsza i przyjęcie pozycji siedzącej z trudem, ale jest wykonalne.

Skoro już siedzę, to napiszę Wam o błyszczyku, który kupiłam ponad miesiąc temu. Zasadniczo sama sobie się dziwię, że w ogóle znalazł się w moim koszyku, ponieważ nie przepadam za błyszczykami. Może to cena mnie skusiła, bo kosztował mniej niż 10zł.



Producent obiecuje nam usta w rozmiarze XXL, i zapewnia o zawartości kwasu hialuronowego. Z tego co wiem, kwas hialuronowy stosowany na skórę (a nie wstrzykiwany) ma jedynie działanie nawilżające i ani niczego nie powiększy, ani zmarszczek nie zlikwiduje.

Wracając jednak do błyszczyka, po pierwszym użyciu poczułam lekkie mrowienie, ale bardzo delikatne. Nic mi się jednak nie powiększyło, a przy kolejnych użyciach mrowienie już nie wystąpiło.



Sam produkt jednak bardzo ładnie wygląda na ustach, daje efekt tafli i nie ma żadnych bezczelnych drobinek. A co najważniejsze nie skleja ust, za to duży plus. Ponadto nie ma żadnego wyczuwalnego zapachu, co również bardzo mnie cieszy.



Jeśli chodzi o trwałość  to wytrzymuje tak ok.2h lub do pierwszego posiłku, jak to błyszczyk. Jestem z niego zadowolona i w ostatnim czasie często gościł na moich ustach w dni powszednie, możecie zobaczyć go w akcji np. na TYM zdjęciu.

Na zakończenie chciałabym Was zaprosić do śledzenia mnie na instagram.com/annamariafe