what's my name? czyli lakier essence po raz czwarty


Na fali pozytywnych wrażeń nt. nowej serii lakierów z essence, skusiłam się na kolejny odcień. Tym razem padło na nr 130 what's my name?


Jest on bardzo podobny do 111 english rose o którym pisałam TU, jednak po dokładnej analizie ma bardziej fioletowy odcień.



Buteleczka ma pojemność 8ml, której pewnie nigdy nie uda mi się wykorzystać w całości. Pędzelek jest szeroki, co jeszcze jakoś bym przeżyła, jednak fakt, że lakier jest gęsty mocno utrudnia malowanie. Ciężko jest nałożyć go równo i cienką warstwą, do tego bardzo długo schnie, nawet po użyciu essie good to go. Ponadto odpryski pojawiły się już na drugi dzień.




Zdziwiło mnie to wszystko, ponieważ dwa poprzednie kolory 111 english rose KLIK, oraz 110 modern romance KLIK tak się nie zachowywały i malowało się nimi dużo lepiej.

Z powodu uciążliwej aplikacji nigdy go nie pokocham, ale pewnie kilka razy zagości jeszcze na moich paznokciach, ponieważ bardzo podoba mi się ten kolor.