polowanie na promocje, czyli tusz MaxFactor, Clump Defy


 Poszukiwania idealnej maskary trwają. Kilka tygodni temu podczas przypadkowej wizyty w Rossmannie wpadł mi w ręce tusz MaxFactor Clump Defy. Ponieważ był przeceniony z 52zł na ok.36zł postanowiłam go przetestować.



 Nie jestem fanem silikonowych szczoteczek, a ta w dodatku jest dość słusznych rozmiarów, ale ku mojemu zaskoczeniu bardzo wygodnie się nią pracuje. Jest delikatnie wygięta, jednak nie jest to ani wada, ani zaleta. Zagęszczenie "włosia" szczoteczki pozwala na dobre rozdzielenie rzęs.




Tusz ma odpowiednią konsystencję, nie jest ani za rzadki, ani za gęsty, dobrze się nakłada i nie tworzy grudek. Dwie warstwy dają ładne wydłużenie i pogrubienie. Podkręcenia nie oceniam, ponieważ używam zalotki, przeczytasz i tym TU. Posiadam wersję czarną, która ma ładny głęboki odcień, choć najbardziej czarnym z czarnych tuszy jaki miałam był tusz firmy PUPA, może kiedyś do niego powrócę i wtedy napiszę o nim na blogu.

Najważniejsze jednak dla mnie jest to, że tusz się nie kruszy i wytrzymuje na rzęsach ponad 12h w nienaruszonym stanie, utrzymując przy tym podkręcenie nadane zalotką.



Jestem z tego tuszu zadowolona, jest to produkt godny uwagi, ale za cenę 36zł, bo właściwej ceny bez promocji nie jest wart, bo ziemniaków nie obiera.