odganiamy zimę, czyli inglot 357 w akcji


W ramach walki z przedłużającą się zimą, postanowiłam pomalować paznokcie lakierem przywiezionym z wakacji, czyli kolorem 357 firmy inglot.


To była miłość od pierwszego wejrzenia. W zależności od oświetlenia czasem udaje koral, czasem wpada bardziej w pomarańcz. Jednak nikogo nie pozostawia obojętnym, zawsze gdy mam go na paznokciach dostaję wiele komplementów i pytań co to za kolor. Ostatnie miłe słowa padły dokładnie wczoraj.

Wspominałam już o nim na blogu w poście o trwałych lakierach, ponieważ potrafi utrzymać się na paznokciach prawie dwa tygodnie KLIK.





 Lakier ma przyjemną rzadką konsystencję, łatwo się nakłada i nie pozostawia smug. Pełne krycie daje po dwóch warstwach. Sam wysycha całkiem szybko, jednak ja wspomagam go essie good to go, więcej o tym produkcie przeczytasz TU. Pędzelek jest cienki, jak to u inglota, ja bardzo takie lubię.

W buteleczce widoczny jest złoty pyłek, jednak na paznokciach jest niedostrzegalny, co akurat uważam za plus.


Przyjemność ta kosztuje ok. 21zł, jednak uważam, że produkt ten jest warty swojej ceny.