"...dziewczyny lubią brąz...", czyli Dove summer glow

Wiosny w tym roku nie było, mamy natomiast piękne lato. Temperatury skłaniają do odsłaniania ciała. Pojawia się tylko problem bladej skóry? Co zrobić by nie straszyć trupią bladością?



Aby nasza opalenizna nie była zbyt sztuczna dobrym pomysłem jest balsam brązujący. Testowałam na własnej skórze kilka różnych produktów tego typu m.in. Lirene czy Johnson, jednak najbardziej do gustu przypadł mi Dove.


Balsam samoopalający Dove summer glow nadaje naszej skórze kolor stopniowo, a właściwy efekt pojawia się po ok.3 dniach. Oprócz tego produkt bardzo dobrze nawilża, szybko się wchłania i pięknie pachnie. Zawiera delikatne złote drobinki, jeśli chodzi o moje upodobania wolałabym, żeby ich nie było, na szczęście nie są one zbyt duże i nie wyglądamy jak obsypane brokatem. 



Dostępny jest w każdej drogerii, kosztuje ok.15zł, występuje w dwóch wersjach kolorystycznych do karnacji jasnej i ciemnej, jest bardzo wydajny. Mnie butelka wystarcza na ok.pół roku ponieważ stosuję go z przerwami, gdy uzyskam zadowalający kolor odstawiam.

Na dobrze wypeelingowanej skórze, nałożony cienką warstwą i pozostawiony kilka chwil do wchłonięcia nie tworzy zacieków na skórze. Przy czterech lub pięciu zużytych opakowaniach zacieki na kostkach pojawiły mi się chyba tylko dwa razy i była to moja wina bo niedokładnie go rozprowadziłam, uważam jednak że tylko dwa przypadki na tyle butelek to i tak nic. Mistrzem zacieków był balsam marki Johnson, praktycznie po każdym użyciu się pojawiały.

W porównaniu z kawowym balsamem Lirene, Dove ma ładniejszy zapach (kawowy w połowie opakowania śmierdział a nie pachniał). Ponadto balsam z Dove na mojej skórze daje ładniejszy złotobrązowy kolor, po Lirene skóra czasem była bardzo sztucznie pomarańczowa.

Przy używaniu produktów tego typu warto jednak uważać na słone kąpiele. Kiedyś gdy postanowiłam wymoczyć sobie stopy w wodzie z solą bardzo mocno się zdziwiłam gdy po wyjęciu nóg z wody wyglądałam jakbym była w jasnych skarpetkach, linia odcięcia wokół kostek, gdzie kończyła się tafla wody była śmieszna i tragiczna zarazem, tak więc na sól radzę uważać;) Najpierw pedicure potem sztuczny kolor.