"...śliweczki mam w koszyczku...", czyli Rimmel Lycra PRO w kolorze 403 hypnotise

Na dworze szaro, buro i ponuro, dlatego moja kolejna lakierowa propozycja również utrzymana jest w ciemnych barwach. 



Tydzień temu wpadłam w Rossmannie na promocję lakierów Rimmel. Zakupu nie planowałam, ale ponieważ lubię te lakiery, a cena była bardzo atrakcyjna, bo tylko 9,49zł, skusiłam się na jedną buteleczkę (czy to już nałóg?;) Pozytywnie zaskoczył mnie duży wybór kolorów, pamiętam gdy trzy lata temu kupowałam pierwszą buteleczkę tej firmy, na półce stały raptem cztery.


 Do mojego koszyka trafił kolor 403 hypnotise z serii Lycra PRO. Kiepsko idzie mi nazywanie kolorów, czasem faceci radzą sobie lepiej niż ja, jednak przy maksymalnym skupieniu, przywdzianiu okularów i wytężeniu wzroku, nazwałabym ten kolor ciemnym fioletem wpadającym w róż. Takie odcienie mają tendencję do udawania brązów, podobnie zachowuje się lakier z Golden Rose, o którym pisałam TU.

Pędzelek jest szeroki, jak na mój gust za szeroki, ale przynajmniej jest ładnie zaokrąglony na końcu. 


Bardzo zaskoczyła mnie stosunkowo rzadka, jak na lakiery Rimmel konsystencja oraz fakt, że konieczne są dwie warstwy dla osiągnięcia pełnego krycia. Ponadto rozprowadza się nierówno tworząc jasne przebicia, które trudno wyrównać nawet drugą warstwą. Mam nadzieję, że może z czasem troszkę podeschnie i zgęstnieje, w przeciwnym wypadku będzie to wyjątek wśród moich sześciu buteleczek tej firmy, który źle kryje.

Czas schnięcia należy do krótkich, a po użyciu essie good to go staje się bardzo krótki. Jeśli chodzi o trwałość końcówki ścierają się bardzo szybko, ale to typowe dla Rimmela, co nie typowe to na szczęście nie rysuje po papierze. Cały manicure bez odprysków wytrzymał 6 dni, na upartego wytrzymał by pewnie dłużej, ale nie będziemy się przecież upierać.

Jako bazy nadal używam odżywki Sally Hansen, o której pisałam TU.