mieć usta jak Angelina, czyli Blistex Lip Brilliance

Angelina Jolie - przez jednych kochana, przez innych nielubiana, jednak bez względu na wszystko trzeba przyznać, że usta ma piękne. Kto by takich nie chciał? 

Podobno chirurdzy plastyczni podczas poprawiania ust, najczęściej proszeni są właśnie o "usta Angeliny".



W lutowym numerze SHAPE, gdzie znajduje się artykuł o napojach izotonicznych, o którym wspomniałam TU, natknęłam się również na wzmiankę, że Angelina dbając o usta używa balsamów Blistex. Wiem, że to reklama, jednak wcześniej nigdy o tych balsamach nie słyszałam, nie widziałam itd. , a skoro używa ich sama Jolie to coś w tym musi być. 


Postanowiłam się za nimi rozejrzeć, nie musiałam szukać długo, ukazały się moim oczom już w pierwszym odwiedzonym Rossmannie. Cena była przystępna, 10-12zł w zależności od rodzaju, więc się skusiłam. Tym bardziej, że o tej porze roku dobrze jest mieć sztyft ochronny zawsze pod ręką, a ja gdy mam tylko jeden nigdy nie mogę go znaleźć, a to zmieniłam torebkę, a to inna kurtka, a to kotek postanowił się pobawić i za turlał go pod szafę.

Zdecydowałam się na Blistex Lip Brilliance, różowe opakowanie wygląda tandetnie, jednak zachęcił mnie opis produktu. Po otworzeniu już pierwsze testy bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły, ponieważ drobinki jakie zawiera są delikatne, smak niewyczuwalny, zapach szybko wietrzeje, na szczęście ponieważ jest on bardzo chemiczny, sztuczny, takie pomieszanie plastiku z truskawkami.




Jeśli chodzi o zapewnienia producenta i moje wrażenia:
  • skutecznie nawilża - TAK
  • nadaje ustom pełniejszy, zmysłowy wygląd dzięki mikrokapsułkom z kwasem hialuronowym- każdy produkt odbijający światło nada ustom pełniejszy wygląd, natomiast kwas hialuronowy aplikowany na skórę, o ile rzeczywiście produkt go zawiera, ma jedynie działanie nawilżające, to nie to samo co wystrzykiwanie 
  • podkreśla kontur ust - NIE, w tym temacie nie zauważyłam żadnych zmian
  • nadaje subtelny kolor i blask - TAK
  • sprawia, że usta stają się bardziej gładkie i miękkie dzięki ekstraktowi z jedwabiu - TAK, choć obecność ekstraktu gołym okiem trudno stwierdzić
  • zawiera przeciwutleniacze, które pomagają zachować młody wygląd skóry ust - na to będę mogła odpowiedzieć chyba dopiero za 50 lat, przy regularnym stosowaniu
  • filtr SPF15 - z racji ilości słońca jaką obecnie mamy w Polsce trudno powiedzieć cokolwiek w temacie filtrów, miło jednak, że występuje, dzięki temu balsam przyda się również latem, a nie spędzi go w szufladzie czekając na zimę, mam tylko nadzieję, że produkt nie będzie się nadmiernie topił w torebce
 
 Porównując ten produkt do pomadek NIVEA czy bebe uważam, że jest lepszy, ponieważ nawilżenie dłużej się utrzymuje, nawet gdy produkt już starł się z ust. Jest również twardszy od konkurencji, co mam nadzieje sprawi, że przetrwa upały.

Opakowanie kształtem nie różni się od nivei, zamyka się robiąc klik, a po miesiącu, ku mojemu zaskoczeniu nie starły się jeszcze żadne napisy.


Analizując wydajność stwierdzam, że po miesiącu ubyło mi ok.4mm z 3cm sztyftu, co pozwala sądzić, iż całe opakowanie wystarczy na ok.7,5 miesiąca (30/4=7,5).

Z zakupu jestem zadowolona i w przyszłości chętnie przetestuję inne produkty tej firmy. Zapraszam również do przeczytania poprzedniego posta o nawilżaniu ust KLIK.