angielska róża, czyli essence colour&go 111 english rose

Pierwszy raz lakier essence colour&go w kolorze 111 english rose zobaczyłam u Kejt KLIK i się zakochałam. Kolor spodobał mi się tak bardzo, że mimo nie najlepszych wspomnień z lakierami essence, o których możesz przeczytać TU, postanowiłam się na niego skusić.

w świetle dziennym


Seria lakierów essence colour&go została jakiś czas temu odświeżona, buteleczki mają teraz pojemność 8ml, starsze miały tylko 5ml, kształt opakowania również jest bardzo atrakcyjny. Pędzelek jest o połowę szerszy i bardziej zaokrąglony, stary był prosto ścięty.Mimo, że nie jestem miłośnikiem szerokich pędzelków, muszę przyznać, że tym pracowało mi się wyjątkowo dobrze. 





Przy zamykaniu podczas ostatniego przekręcenia słyszymy klik i dzięki temu mamy pewność, że lakier jest dobrze dokręcony i nie będzie wysychał. Ta przyjemność kosztowała mnie ok.7zł.

Lakier na paznokciach rozprowadza się bardzo dobrze, nie tworzy smug. Dobrze kryje i gdyby się przyłożyć to wystarczy jedna warstwa i kolor będzie jak w opakowaniu. Ja z przyzwyczajenia nałożyłam dwie, które pokryłam essie good to go, który niestety spowodował skurczenie się lakieru na paznokciu, choć może to również kwestia aplikacji, ponieważ na prawej ręce (której nie ma na zdjęciach) skurczenie jest mniej widoczne. Jednak z powodu użycia wysuszacza nie wypowiadam się nt. czasu wysychania lakieru.

Zdjęcia przedstawiają lakier na moich paznokciach w dniu dzisiejszym, czyli trzeciego dnia od pomalowania, nie pojawiły się żadne odpryski, nawet końcówki nie są przesadnie starte. 

w sztucznym świetle

Muszę, przyznać, że oprócz pięknego koloru jestem oczarowana również aplikacją i trwałością, coś czuję, że jeszcze skuszę się na inne kolory z tej serii.