sypnęło...nie tylko śniegiem, czyli L'Oreal, Volume Million Lashes


Dziś Chciałam Wam pokazać pewien tusz do rzęs, o którym w sieci aż huczy. Ja jednak nie do końca rozumiem ten zachwyt. Zwłaszcza, że nastąpił po promocji w Rossmanie (-40% na kolorówkę) i chyba wynikał tylko z możliwości tańszego zakupu.





Dokładnie mam na myśli tusz firmy L'Oreal , Volume Million Lashes wersja extrablack. Posiadam go niecałe 2 miesiące. Normalnie kosztuje ok. 50zł. Owszem ja również nabyłam go we wspomnianej promocji, ale z zamiarem tym nosiłam się od dawna ponieważ rok temu miałam wersję wodoodporną tego tuszu i była rewelacyjna. Naprawdę nie spływała ani w chorwackim upale, ani podczas śnieżycy, a ponadto mimo suchej konsystencji nie kruszyła się przez cały okres użytkowania (ok.pół roku).



Dlaczego więc wersja tradycyjna tak mnie zawiodła? Bo tusz jak tusz, tuszuje, nie skleja, ma silikonową szczoteczkę, troszkę pogrubia i wydłuża. Nie zadowolona jestem, ponieważ już po niecałym miesiącu zaczął się osypywać, a to bardzo mnie denerwuje, źle wygląda i podrażnia moje i tak bardzo wrażliwe oczy.

A teraz demonstracja działania i osypywania.(podkręcenie zawdzięczam zalotce, możesz o tym przeczytać TU)
PRZED

PO jednej warstwie

PO dwóch warstwach

i po ok. 13 godzinach


Lepiej spisują się tusze Colossal od Maybelline (możesz o nich przeczytać TU) a są dużo tańsze.

Tak więc moim zdaniem L'Oreal , Volume Million Lashes extrablack nie jest wart swojej ceny i ja więcej to tej wersji nie wrócę, polecam natomiast wersję wodoodporną.

A jaki jest Wasz ulubiony tusz?