sekret kobiety, który chciałby znać każdy facet

Dawniej używana przez kobiety, w latach 90-tych porzucona na rzecz maskar podkręcających dziś wraca do łask. Mówię oczywiście o zalotce.





Prosty i genialny wynalazek, którego z nieznanych mi przyczyn wiele kobiet się boi. Jest to bardzo praktyczny przedmiot ponieważ kupiony raz starcza nam na lata. Ja zaczęłam używać jej 6 lat temu i aktualnie mam drugi egzemplarz (pierwszy połamał się w za ciasnej kosmetyczce po 3 latach).



Tutaj dowód, że to działa.


Zdjęcie przed



i po


 Dziś  nie wyobrażam sobie bez niej życia, jest dla mnie ważniejsza niż tusz. Używam jej codziennie i od tego naprawdę nie wypadają rzęsy ;)

Warto jednak wiedzieć jak zwiększyć jej skuteczność
  1. można podgrzać ją przy pomocy suszarki do włosów by lepiej podkręcała (osobiście tego nie robię, bo na zimno też daje radę)
  2. by efekt podkręcenia utrzymał się dłużej Wayne Goss poleca podkręcić rzęsy, następnie wziąć wodoodporną maskarę wytrzeć jej szczoteczkę w chusteczkę i taką "prawie czystą" wytuszować rzęsy, jeszcze raz użyć zalotki po czym już normalnie wytuszować rzęsy ulubioną maskarą
Rzęsy podkręcone prostują się pod wpływem wilgoci, wiele maskar jest tak mokra podczas aplikacji, że zanim wyschnie zdąży rozprostować nam rzęsy.

Ja często mam ten problem, przetestowałam sposób Wayne'a i to naprawdę działa, po kilku godzinach moje rzęsy były wciąż podkręcone. Niestety codziennie rano trudno znaleźć czas na takie operacje, ale od święta czemu nie.


A czy Wy używacie tego narzędzia tortur?