Ostatnia deska ratunku, czyli mini lipgloss set od essence

Wychodzi człowiek rano z domu, spóźniony, zaspany i nie pomalowany. Nagle w ciągu dnia okazuje się, że musimy dobrze (albo przynajmniej trochę lepiej) wyglądać. Znacie to?

Jeśli mamy przy sobie dobrze wyposażoną kosmetyczkę to pół biedy, ale jeśli nie to szukamy najbliższej drogerii (absolutnie nie po to by malować się testerem!). Ja podczas jednej z takich awaryjnych wizyt kupiłam dwie całkiem fajne rzeczy. Tusz, o którym przeczytacie już niedługo oraz zestaw błyszczyków firmy essence.



Generalnie błyszczyków używam bardzo rzadko, głównie dlatego, że są nie trwałe, wszystko się do nich klei, a także one same często lepiej nadawałyby się jako klej niż jako kosmetyk do ust. Częściej używam pomadek o których przeczytasz TU, TU i TU.


W mini lipgloss set od essence znajdują się trzy 2ml błyszczyki. Zestaw kosztował ok.10zł i ma numer 04 london calling. Całość zapakowana jest w urocze pudełeczko zamykane na magnes, jest również tasiemka ułatwiająca wyjmowanie błyszczyków bez uszkadzania paznokci. Opakowanie sprawia, że jest to ciekawy pomysł na prezent, a wielkość buteleczek umożliwia noszenie ich zawsze przy sobie.


Biały/przeźroczysty posiada duże wielokolorowe drobiny, na szczęście na ustach nie rzucają się w oczy tak jak w opakowaniu.


Jasny róż jako jedyny w zestawie nie posiada żadnych drobinek, ale i tak ładnie się mieni na ustach.


Ciemny róż posiada bardzo drobne złote drobinki, które po aplikacji są niewidoczne.

Tak prezentują się na dłoni patrząc od góry biały/brokatowy, jasnoróżowy i niżej ciemny róż. Na ustach nie widać większych różnic.



Błyszczyki mają przyjemny zapach waniliowego budyniu, który w przeciwieństwie do wielu sztucznych zapachów nie wywołał u mnie odruchu wymiotnego. Nie sklejają zanadto ust (mistrzem w sklejaniu jest mini błyszczyk z H&M). Utrzymują się jak każdy błyszczyk czyli krótko.

A czego Wy częściej używacie pomadek czy błyszczyków?