Odkrycie dekady o którym nikt nie mówi, czyli Perfecting Cover Foundation marki Sephora

Dwa lata temu w połowie zimy okazało się, że podkład w musie którego używam strasznie podkreśla mi suche skórki. Postanowiłam więc wybrać się na poszukiwanie nowego podkładu. Trafiłam do sephory i pani po krótkim wywiadzie jakie mam oczekiwania poleciłam mi Perfecting Cover Foundation ich własnej marki.



Podkład ten z założenia miał dawać dobre krycie, nadawać się do cery mieszanej w kierunku do tłustej, a przy tym nie podkreślać sporadycznie pojawiających się suchych skórek. Producent pisze jeszcze, iż zawiera on peptydy wygładzające skórę oraz mikrocząsteczki wchłaniające tłuszcz. Więcej znajdziesz TU


Okazało się, że wszystkie obietnice jego działania zostały spełnione, kryje, matuje, nie spływa z twarzy, nie podkreśla suchych skórek. Najlepszym dowodem na działanie tego podkładu jest dla mnie opinia mojej kosmetyczki. Wybrałam się do niej na czyszczenie pomalowana tym  podkładem na drugi dzień po jego kupieniu, zobaczyła mnie i stwierdziła, że nie ma co czyścić. Po zmyciu mi makijażu zapytała jakiego podkładu używam.

Zafascynowana efektem jego działania poleciłam go również mojej mamie, posiadającej cerę naczynkową. Również u niej sprawdził się świetnie, czerwone policzki są przygaszone, cera wygląda na idealną, a podkład nie wymaga pudrowania i trzyma się ponad 10h. Mama bardzo szybko również zapragnęła mieć ten podkład.

Ja w celu przedłużenia jego trwałości najczęściej nakładam go na bazę, ale nie jest to konieczność. Na swojej twarzy również nie zrezygnowałam z pudru, ale ja kocham długotrwały mat. Taki zestaw wytrzymuje w każdych warunkach od nałożenia do momentu zmycia.(Więcej o długotrwałym makijażu przeczytasz TU)
Do aplikacji używam dłoni lub pędzla języczkowego, w zależności od tego ile mam czasu na makijaż. Gąbeczką a'la beauty blender też dobrze się nakłada, jednak ta metoda jest dla mnie zbyt upierdliwa.

Oto efekty jego działania:
PRZED

PO nałożeniu podkładu
 
po wykończeniu całości korektorem i pudrem


Zapakowany jest w plastikową buteleczkę z aplikatorem, opakowanie jest przezroczyste dzięki czemu dokładnie widać ile produktu jeszcze mamy. Tłok podnoszący się do góry zapewnia, że nic się nie marnuje na ściankach. Wadą opakowania są kruche zakrętki, jedna nie przeżyła upadku na kafelki, druga tłoku w mojej kosmetyczce, ponadto szybko wyrabia im się zatrzask i po pewnym czasie łatwiej spadają, ale przecież nie malujemy się zakrętką, nawet przy jej braku podkład nie cierpi bo chroni go pompka.


Wraz z mamą obie używamy koloru 10 ivory, nie zawiera on żadnych różowych tonów.

Jeśli chodzi o cenę to należy do podkładowej średniej półki, wynosi ona ok.54zł. Jest on jednak bardzo wydajny, wystarcza mi na ok.8 miesięcy. 

Moim zdaniem jest rewelacyjny, nie rozumiem dlaczego w sieci tak mało i tak źle się o nim mówi. Używam go ok. 2 lata, kończę aktualnie chyba 3 opakowanie i chwilowo nie planuję go zdradzać, bo w takich sytuacjach gdy mamy dobry produkt szukanie lepszego kończy się zazwyczaj katastrofą.

A jaki jest Wasz ulubiony podkład? Znacie ten z Sephory?