mały, różowy, stoi i krzyczy WEŹ MNIE

Pierwszy raz z plastrami wosku zetknęłam się dawno, dawno temu... na oko gdzieś w roku 2003. Mniej więcej w tym czasie w telewizji reklamowany był nowy produkt marki Veet. Rewolucja, wosk w plastrach, który wystarczy rozgrzać w dłoniach. Kosztowało to majątek, ale w ramach prezentu imieninowego szarpnęłyśmy się z przyjaciółkami skuszone reklamą. Testowanie przebiegało w konspiracji i ukryciu przed światem. Zabawa była niezła, a smak "zakazanego owocu" jest jedynym miłym wspomnieniem z owych testów. Ponieważ sam produkt okazał się totalną klapą.

Nauczona doświadczeniem przez ostatnią dekadę omijałam szerokim łukiem wynalazki woskowo plastrowe.

Ściemniam, raz ten mój łuk przestał być taki szeroki i zbłądziłam w stronę plastrów do depilacji twarzy Sensual z Joanny, no i mnie pokarało, też klapa, też nie działa, na szczęście ruina finansowa mniejsza była.

Mijały lata, ja dalej łukiem wszystkie plastry, aż tu nagle na mojej życiowej drodze stanął ON, kolejny produkt Veet. Mały, różowy kartonik, stoi na regale i krzyczy WEŹ MNIE. Jakbym pamięć miała lepszą to bym zwiała, ale zanim moje dwie szare komórki się zderzyły kartonik już był w wózku.

Tak oto za kwotę ok.26zł stałam się posiadaczką "Łatwych W Użyciu Plastrów Z Woskiem" do twarzy, a dokładniej zestawu 10 podwójnych plastrów, 4 chusteczek nasączonych oliwką i jednej ulotki. 





Chusteczki są pakowane w saszetki, niestety ich nie zobaczycie, bo dawno się skończyły, nie wiem jaki geniusz wymyślił, żeby do 10 plastrów dodać tylko 4. Czy ja mam usuwać resztki wosku tylko co 2,5 depilacji? Duże nieporozumienie, zwłaszcza, że były bardzo duże i producent każdą mógł podzielić spokojnie na 3. Już wspomniane wcześniej plastry z Joanny miały bardziej rozsądne rozwiązanie w postaci buteleczki oliwki.

Bo bez oliwki ani rusz, nie pomogą mydła, toniki, mleczka i inne cuda. Mogę wam jednak zdradzić, że dobrze działa jedwab do włosów. Pomógł mi opanować katastrofę na świątecznym wyjeździe gdy po użyciu wosku w wigilijne popołudnie zorientowałam się, że nie mam oliwki, wiecie szklana butla była ciężka i nie zabrałam z lenistwa.



Producent twierdzi, że posiadają masło shea i wyciąg z czerwonych jagód. Konsumentowi trudno stwierdzić tę zawartość. Jeśli chodzi o inne zapewnienia producenta to:
IDEALNE DO DEPILACJI NIEWIELKICH OBSZARÓW tak, bo do dużych obszarów nie nadają się zdecydowanie
DŁUGOTRWAŁY EFEKT AŻ DO 4 TYGODNI zdecydowanie NIE, owszem każdemu włoski odrastają w innym tempie, mniej jednak rosną szybko i efekt nie trwa nawet tygodnia
WŁOSKI ODRASTAJĄ CIEŃSZE, RZADSZE, BARDZIEJ MIĘKKIE po każdym wyrywaniu tak się dzieje, więc tu laur firmie za innowacje się nie należy
SKUTECZNE NA KRÓTKICH WŁOSKACH przyznam, że z linijką po łazience nie biegałam, ale zdecydowanie mogę stwierdzić, że plastry te nie usuwają wszystkich włosków, konieczne poprawki pęsetą
ŁATWIEJSZE W UŻYCIU I LEPSZE NIŻ KIEDYKOLWIEK PRZEDTEM są takie same w użyciu jak każdy produkt tego typu (Joanna do twarzy i Veet do nóg opisane we wstępie)
OCHRONA ODPOWIEDNIA DO TYPU SKÓRY nie zauważyłam, ale konia z rzędem temu konsumentowi, który odczuje ochronne działanie plastra, który pozostaje na skórze mniej niż pół minuty  


Sam plaster jest dość długi i ma fikuśnie wyciętą bibułkę. Lepsza była by zwyczajna prostokątna. Ja każdy pasek przecinałam w poprzek, łatwiej było się obkleić mniejszymi kawałkami. Jeśli chodzi o podgrzewanie to dłonie nie sprawdzają się zupełnie, przynajmniej moje (wiecznie zimne). Ja w tym celu wykorzystuję halogeny przy lusterku łazienkowym, zbliżam pasek na chwilę do lampki, zanim go rozkleję.

Skuteczność zabiegu jest dość duża w porównaniu z innymi plastrami, ale pozostaje w tyle za woskiem u kosmetyczki czy ręczną zabawą z pęsetą. Jeśli miałbym ponownie wybrać jakiś produkt tego typu to zdecydowałabym się na Veet, jednak po skończeniu tego opakowania chyba zrobię sobie chwilę przerwy od tych wynalazków.

A jakie są Wasze ulubione metody depilacji twarzy?