24h z tatuażem, czyli cień w kremie od Maybelline

Na początku tego miesiąca miało miejsce dziejowe wydarzenie. Udało mi się przybyć w sobotni poranek na angielski przed czasem. Ja niespóźniona, cud. Jednak nie był to koniec cudów, ponieważ po 10 minutach okazało się, że pierwszej części zajęć nie będzie, również pierwszy raz w tym semestrze. 

Korzystając z tak mile rozpoczętego dnia, złorzecząc pod nosem, że nie dane było mi się wyspać, by umilić sobie półtoragodzinne oczekiwanie na drugą część zajęć jak normalna baba postanowiłam zrobić rundkę po sklepach. Tak oto w moje rączki wpadł cień w kremie Maybelline Color Tattoo 24HR w kolorze 45-Infinite White. 





Byłam niezmiernie ciekawa jak będzie się zachowywał w porównaniu z cieniami MAKE UP FOR EVER o których możesz przeczytać TU. Ponieważ w konkurencji cenowej wygrywa zdecydowanie, bo kosztuje tylko ok.25zł. Opakowanie posiada solidniejsze, ponieważ jest to szklany słoiczek. Nakłada się z większą łatwością, jednak w kwestii trwałości nie dorasta do pięt MAKE UP FOR EVER. Ponieważ producent sugeruje, że wytrzyma 24h, a u mnie nie przetrwał nawet 6h.


Tak prezentuje się na dłoni.



A tak już w miejscu przeznaczenia, czyli na oczach, nakładany palcem, bez bazy.





 Po ok.6h niestety wygląda to już tak.


Owszem jestem ekstremalnym przypadkiem do takich testów, ponieważ posiadam tłustą i opadającą powiekę, ale przecież na opakowaniu nikt nie napisał, że na takie przypadki to nie działa, no więc gdzie są te obiecane 24h? No cóż, kolejny chwyt marketingowy.

Mimo wszystko cień jest całkiem przyjemny, zwłaszcza do wykonania szybkiego dziennego makijażu. Jego łatwość nakładania na pewno sprawi, że będę po niego częściej sięgać niż po MAKE UP FOR EVER, który będzie do zadań specjalnych np. kąpiel w morzu w makijażu.

A Wy częściej używacie cieni w kremie czy w kamieniu?