Cienie w kremie MAKE UP FOR EVER

Dziś chciałam wam przedstawić Cienie w kremie marki MAKE UP FOR EVER.


Kupiłam je w czerwcu zupełnym przypadkiem przy zakupie innego produktu tej marki, musiał to być jednak bardzo upalny dzień, ponieważ kosztują one 110zł.

Słoiczki są plastikowe i jakieś takie mało solidne. Dodatkowo pakowane są jeszcze w kartonik.

Pani w sephorze zachwalała je jako kultowe i wodoodporne. Rzeczywiście są w stanie wytrzymać nawet prysznic oraz płacz. Niestety jak to z wytrzymałymi produktami bywa, wymagają również długiej aplikacji. Ponieważ nałożone w dużej ilości tworzą grudki i trudno je rozetrzeć, a nakładane w mniejszej ilości tracą kolor i trzeba czynność kilka razy powtórzyć.

Posiadam dwa kolory, ale z uwagi na to, że u mnie umiejętność nazywania kolorów jest tak dobrze rozwinięta jak u przeciętnego faceta, to pozwolę je sobie określić jako grafitowy (z wielokolorowymi drobinkami) i różowy (ze złotymi drobinkami).

Konsystencja raczej tępa. Zapach brzydki, ostry, chemiczny, raczej jak rozpuszczalnik niż kosmetyk do oczu, na szczęście czuć go tylko w opakowaniu, po aplikacji już nie. Obie te wady są bardziej zauważalne w kolorze grafitowym, nie wiem z czego to wynika.




Dlaczego taki zestaw? Grafitowy to mój pomysł, a różowy wymyśliła Pani z sephory, która postanowiła zaproponować mi taki oto makijaż tymi cieniami.
Dodam tylko, że błysk widoczny na zdjęciu to nie zasługa tych cieni tylko bliżej nie określonego pyłku jakiego na koniec makijażu Pani postanowiła użyć.



Próbowałam to kilkukrotnie odtworzyć, nawet jakoś wyszło, jednak czas potrzebny do nałożenia tych cieni zdecydowanie uniemożliwia mi używanie ich w pośpiechu o poranku, a szkoda, bo poważnie martwię się, że wyschną wcześniej niż je zużyję.

Niestety nie jestem ich w stanie porównać z innymi cieniami w kremie ponieważ to są jedyne jakie posiadam.

A czy Wy macie jakieś ulubione cienie w kremie?